Artykuł ukazał się w papierowym wydaniu CZASU w maju 2017 roku
Lata dwudzieste XX wieku, po długim okresie niebytu państwowego, były czasem polskiego zrywu, zarówno w sferze kultury, nauki, sztuki, jak i polityki zmierzając do narodowej dumy i poczucia godności. Ten właśnie zryw trącał, zahaczał i pociągał nawet tych, którzy do tego pędu nie tęsknili. Tak rodził się autorytaryzm. Jedną z jego ofiar był żołnierz z Rypina, do którego pogrzebu przyłączyli się brodniczanie. Po początkowych, niespełniających oczekiwań społecznych, rządach raczkującej demokracji i odrzuceniu kosztownych pomysłów o odnowieniu państwa z królem na czele, przyszedł czas na autorytaryzm w wykonaniu Józefa Piłsudskiego.
Przeprowadzony przez marszałka zamach majowy w dniach 12-15 maja 1926 roku pochłonął ofiary - w tym Józefa Zielińskiego z Rypina. Za sprawą nowej władzy państwo polskie domagało się szacunku i należnej mu powagi. Za jej brak karano nawet księży, którzy w porę nie zdjęli czapek podczas śpiewania hymnu państwowego. Gdy w 1918 roku Rzeczpospolita odzyskała należne jej miejsce w Europie, Józef Piłsudski dwoił się i troił, by wydźwignąć poraniony i posklejany z okupacyjnych kawałków kraj na państwo, z którym sąsiedzi mieli się liczyć. Uprawnienia naczelnika państwa były jednak stopniowo ograniczane przez jego zagorzałego przeciwnika - Romana Dmowskiego.
W przypadku obu panów konflikt trwał również na niwie osobistej - o kobietę, a jakże - która wybrała przyszłego marszałka, wpędzając Dmowskiego dożywotnio w starokawalerstwo. Chociaż Piłsudski porzucił wkrótce towarzystwo owej kobiety i wybrał inną - bliższe jego sercu były sprawy rangi państwowej. Gdy pejzaż polityczny państwa nie dawał możności skupienia pełni rządów w rękach jednej partii, która mogłaby zrealizować w pełni swój program polityczny, naczelnik powiedział - dość!
Nie chciał dla siebie słabej przecież ówcześnie prezydentury, ani innych, podobnych w słabości funkcji czy tytułów. Dostrzegając narodziny zła w postaci nazizmu niemieckiego, perspektywicznie proponował nawet Francji wspólną wojnę prewencyjną, mającą zdławić to kwitnące niebezpieczeństwo w zarodku. Naród znad Sekwany jednak odmówił. Piłsudski, jako wytrawny polityk, obserwujący słabnącą w Europie demokrację, wymyślił program sanacji, czyli uzdrowienia sytuacji w Polsce przez wzmocnienie władzy wykonawczej - prezydenta i rządu. I jako jeden z nielicznych polityków, co by o nim nie mówić, dopiął swego, zmieniając konstytucję marcową na kwietniową z silną władzą wykonawczą. Piłsudski okazał się politykiem nie tylko myślącym dalekowzrocznie, ale przede wszystkim skutecznym, co w świecie polityki nie jest sprawą łatwą, a biorąc pod uwagę obecne realia - wręcz rzadką.
Swoje prace naukowe o Piłsudskim pisali choćby Donald Tusk i Lech Kaczyński, niejako wzorując się na postaci marszałka w próbie bycia skutecznym w zawiłym świecie nieprzewidywalnej polityki. W dniach od 12 do 15 maja 1926 roku doszło w stolicy do wydarzeń określanych jako zamach majowy. Był to faktyczny zamach na demokrację, który pochłonął kilkaset ofiar (w czasie zamachu zabitych zostało 379 osób - 215 żołnierzy i 164 osoby cywilne - a około 1000 osób zostało rannych). Starły się tu wojska wierne Piłsudskiemu, głównie garnizon warszawski na czele z gen. Lucjanem Żeligowskim i oddziały państwowe prezydenta Wojciechowskiego oraz premiera z PSL - Witosa. Wśród ostrzeliwujących się żołnierzy z obu stron, najwięcej ofiar było ze strony cywilów, przypadkowych gapiów, którzy przyszli popatrzeć, co się dzieje. Ginęli wszak i żołnierze. Jednym z nich był Józef Zieliński z Rypina.
Społeczeństwo? Uległo rozłamowi na dwie części - przeciwników i zwolenników nowej sytuacji. Ten scenariusz (obecny do dzisiaj) wymyśliły wszak państwa zaborcze - Prusy, Austria i Rosja. Warto zapamiętać, że szczególnie Rosjanie z carycą Katarzyną wiedzieli, iż w celu poważnego osłabienia Polski wcale nie trzeba wprowadzać do niej wojsk i armii oraz toczyć wojny - wystarczy tylko poszczuć jednych Polaków na drugich i poczekać, aż zagryzą się sami...
Kupowana w Brodnicy gazeta "Pielgrzym" (R. 58, nr 66) z 3 czerwca 1926 roku poruszyła sprawę żywo interesującą mieszkańców powiatu brodnickiego i rypińskiego, a szczególnie jednego z jego mieszkańców, który brał udział w walkach o władzę w Warszawie.
Oto treść artykułu:
"Brodnica. Uroczyste odprowadzenie zwłok bohatera. W sobotę 22 maja [1926 r. ], przybyły na dworzec tutejszy zwłoki jednego z bohaterów i obrońców prawa, śp. porucznika Józefa Zielińskiego, które miały być pochowane w pobliskim rodzinnym Rypinie. Śp. Zieliński przebywał właśnie w Warszawie w szkole inżynierów saperów i brał udział w walkach wraz z 20 kolegami, z których kilku również poległo. Gdy rozeszła się wiadomość, że zwłoki bohatera przybyły na dworzec brodnicki w drodze do Rypina, przygotowano - choć późna to była już godzina wieczorna, uroczysty pochód pogrzebowy. Na dworcu stawił się pluton honorowy tutejszej załogi wojskowej wraz z dowódcą pułku. Wszystkie miejscowe towarzystwa przygotowania wojskowego, jak: Sokół, Powstańcy i Wojacy, harcerze, przybyły również ze sztandarami. Kondukt prowadził ksiądz proboszcz Mazella. Na czele kroczyła orkiestra wojskowa. Na skromnym, żołnierskim wozie wieziono trumnę, okrytą zielenią i kwiatami. Po drodze przyłączyły się do konduktu liczne rzesze. Trumnę przewieziono głównymi ulicami miasta do szosy rypińskiej. Pogrzeb miał się odbyć następnego dnia w Rypinie. Skoro wieść o tym rozeszła się po mieście, wyruszyły już po południu z Brodnicy do Rypina, pomimo odległości 22 kilometrów, reprezentacje nieomal wszystkich brodnickich towarzystw ze sztandarami. Samochodami, autobusami, na wozach drabiniastych i platformach podążano do Rypina. Toteż kondukt żałobny wypadł nadspodziewanie okazale. Za orkiestrą wojskową kroczył pluton honorowy brodnickiego pułku, Bractwo Strzeleckie z Brodnicy w mundurach, jak i Sokół, Wojacy, Straż Pożarna i Towarzystwo Młodzieży. A z Rypina szła tylko Straż Pożarna z orkiestrą, następnie duchowieństwo z miejscowym kanonikiem na czele; za trumną, prócz rodziny, przedstawicieli wojska i władz cywilnych z Brodnicy i Rypina, tłumy ludności. Patriotyczną i wielce podniosłą przemowę wygłosił nad grobem ks. Henryk Olszewski, były kapelan wojsk polskich. Na zgromadzonych wywarła wstrząsająca przemowa potężne wrażenie. Tak więc i Rypińskie spłaciło dług ojczyźnie, składając ofiarę życia jednego z najlepszych swoich synów. Niechaj to będzie pociecha dla stroskanych rodziców, których poległy był jedynym synem".
Szczególnie głośno dyskutowaną wtedy kwestią, zwłaszcza przez rypinian, stała się sprawa okradzenia rok wcześniej poczty w sąsiedniej Brodnicy, która swój epilog znalazła w sądzie rypińskim 1 maja 1925 roku.
W "Pielgrzymie" wówczas pisano: "Zdołano wówczas pochwycić i skazać złodziejaszków w osobach niejakiego Orlewicza, Łapkiewicza ze swoją połowicą oraz małżonków Rochnowskich. Ciekawą linię obrony przyjęła pani Łapkiewiczowa, która na swoje usprawiedliwienie, przy rozkładaniu i składaniu rąk, podawała fakt złożenia przysięgi małżeńskiej, na podstawie której jako żona musiała być posłuszna mężowi i robiła to, co jej kazał. Tak więc kradła. Orlewicz od razu przyznał się do kradzieży. Rochnowscy również. Tylko Łapkiewicz chciał się wykręcić "sianem z piwnicy". Sąd jednak nie dał wiary jego tłumaczeniom i wsadził całe towarzystwo do ciupy. Łapkiewicza skazano na 4 lata ciężkiego więzienia i 5 lat utraty czci obywatelskiej. Jego posłuszna żona - pomagierka otrzymała 4 miesiące aresztu. Rochnowskiego skazano na 5 miesięcy, a Rochnowską na pół roku wsadzono za kraty. Orlewicz stracił wolność na 2 lata".
"Pielgrzym" (R.59, nr 56) wydany rok później, bo we wtorek 10 maja 1927 roku, również pisał o sprawach brodnicko-rypińskich: "Wypadek z samolotem. W >Ziemi Michałowskiej" czytamy: samolot >Andrée, który w przejeździe z Torunia krążył i urządzał karkołomne fidrygałki nad Brodnicą uległ nieszczęściu rozbicia w Rypinie. Pilot urządził w Rypinie cztery wzloty, a następnie zaproszony na bibkę, zakropioną [wódką] czystą urządził piąty wzlot, zabierając jako pasażera niejakiego Feliksa Wiśniewskiego: przy lądowaniu, około godziny piątej po południu wpadł między zgromadzoną publiczność, z których ciężej lub lekko pokaleczył osiem osób. Samolot uległ zdruzgotaniu, a pasażer ciężkiemu obrażeniu na ciele. Pilot wyszedł z nieszczęśliwego wypadku cało. Chorych umieszczono w Powiatowym Szpitalu w Rypinie".
W tym samym numerze poruszono sprawę ucieczki więźniów z pobliskiej Brodnicy, którzy czmychali ze swoich celi wprost do Rypina, niczym do ziemi obiecanej: "Ucieczka więźniów. Przed kilku dniami zbiegło przy pracy w cegielni trzech więźniów, a mianowicie Betlejewski Bernard lat 20, Kolasiński Konrad lat 19 i Tuchecki Stanisław lat 21 w kierunku Rypina. Czwartego w pościgu celnym strzałem w głowę położono trupem. Nazwiska nieboszczyka nie zdołaliśmy na razie stwierdzić".
Na podstawie:
Pielgrzym, R.58, nr 66 z 3 czerwca 1926 roku. Pielgrzym, R.33, nr 13 z 4 listopada 1933 roku. Pielgrzym, R.70, nr 71 z 14 czerwca 1938 roku. Kronika Rypińska z 9 maja 1925 roku, R.2, nr 18.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz