Życie na ziemi, na tym padole łez i płaczu, na którym znaleźliśmy się wypędzeni z raju, nigdy nie było łatwe. W czasach początków Brodnicy czy jeszcze wcześniej, zmagania naszych przodków z przeciwnościami losu były jednak nieporównanie cięższe niż dziś. Brak jasnej przyszłości, częste regionalne wojny i choroby takie jak syfilis, najróżniejsze infekcje skóry, dżuma, tyfus, malaria, gruźlica, trąd – powodowane brakującą higieną i jednostronnym odżywieniem – czy ergotyzm, efekt zatrucia sporyszem zbożowym, dziesiątkowały ludność, powodowały cierpienia, wzbudzały lęk i uczucie bezradności. Ludzie byli przekonani, że ich nieszczęścia są dziełem szatana i karą bożą, którą tylko Stwórca mógł od nich odwrócić. To z kolei prowadziło do niezwykłych praktyk pokutnych i szukania opieki u różnych świętych, w zależności od rodzaju nieszczęścia (św. Rochus i św. Sebastian – dżuma, św. Laurentius – ischias i choroby skóry itd.).
W okresie gdy wiara w siłę relikwii przeżywała okres swojego największego rozkwitu, pojawił się w medycynie ludowej przesąd o sile leczniczej „kościelnego pyłu”. Już św. Georgius Florentius (ca 538 – 594 r.), na którego kroniki historycy powołują się po dziś dzień, pisał: odrobina pyłu z kościoła św. Marcina ma większą moc ozdrawiającą niż bzdurne środki wszystkich wróżbitów. Święty Kamillus von Lellis (1550 – 1614), patron chorych, umierających, pielęgniarek i szpitali, rozdawał potrzebującym pomocy uzdrawiający proszek z kamieni swojej celi. W XIX w. proszek ten sprzedawano jeszcze w niektórych kościołach we Włoszech i w holenderskim klasztorze karmelitów w Vaals. W XVIII w. wykazywał ponoć szczególną moc jako środek przeciw histerii. Nawet sproszkowane mumie znalazły zastosowanie w lecznictwie. Jeszcze na początku XIX w. apteka w Gotha w Turyngii kupiła do przemielenia egipską mumię. „Lekarstwo“ to przechowywano w specjalnych pojemnikach aptecznych z jednoznacznym napisem „proszek z mumii”. Na początku XX w., jak podaje ten sam autor z Turyngii, we wsiach suszono i proszkowano znalezione kości ludzkie, jako skuteczny środek leczniczy przeciw dyfterytowi!
Nie każdy w średniowieczu i później mógł sobie jednak pozwolić na pielgrzymkę i kupno „sprawdzonego” w swym działaniu pyłu czy proszku. Większość ludzi zdobywała cuda czyniący proszek wiercąc czy ryjąc w najbliższym murze kościelnym. Sądząc po często powtarzającej się średnicy wgłębień, wiercono prawdopodobnie najczęściej jakąś monetą o średnicy 2 – 3 cm.
Na południowej ścianie brodnickiej fary z łatwością można zauważyć szereg wgłębień o kształcie czaszy czy lejków, rzadziej podłużnych rowków. Część z nich pochodzi prawdopodobnie już z lat 1359 i 1364 kiedy Brodnicę nawiedziła, jak podaje w swojej kronice miasta F. A. Zermann, epidemia dżumy (tzw. czarna śmierć – mors nigra), która spowodowała zejście 25 mln ludzi, tzn. jednej trzeciej populacji Europy tamtych czasów. Dżuma jest chorobą sezonową, powracającą co jakiś czas z dużą siłą. Aby ustrzec się tej choroby dodawano proszek z cegieł świątyń do rożnych mikstur mających chronić ludzi jak i zwierzęta przed śmiercią.
Wyżłobienia czy zagłębienia na murach kościelnych, w zależności od kształtu, noszą w literaturze takie nazwy jak znak dżumy (niem. Pestmarke), miseczka elfa, pazur diabła czy szwedzkie nacięcie. Razem z pyłem rozpowszechniane były najdziwniejsze procedury, jak mieszanie go przed przyjęciem z moczem, obchodzenie kościoła w nocy trzy razy w lewą stronę, uzyskiwanie specjalnego proszku z granitowego krzyża chrystusowego, mieszanie z rożnymi ziołami itp.
W późniejszych latach jedna z takich mikstur – tzw. olej filozofów (destylowana mieszanka proszku z cegieł kościoła z olejem, najczęściej drzewnym) – używana była do stosowania zewnętrznego. W otwory w murze kościoła „wdmuchiwano” też swoje choroby, co w niektórych przypadkach powodowało, iż następny skrobiący w dziurze zyskiwał proszek o własnościach szczepionki. Pył kościelny używany był też szczególnie chętnie we wszelkich chorobach oczu, tak u ludzi jak i u zwierząt. A kto skrobał w ścianie kościoła świętego Blasiusa w Brunszwiku, ten zyskiwał wyjątkowo skuteczny środek na wszystkie choroby gardła, jako że św. Blasius uratował młodzieńca przed śmiercią wyciągając mu z przełyku ość. Niektórzy współcześni badacze przedmiotu nie wykluczają pozytywnego działania wyskrobanego proszku w tych przypadkach, gdy choroby wywołane były brakiem minerałów w organizmie. Już św. Hildegarda z Bingen (1098 – 1179) polecała przecież w niektórych schorzeniach stosowanie zmielonych na proszek kamieni, a rzymski encyklopedysta A. C. Celsus (ca 25 p.n.e. – 50 n.e.) pisał, że proszek z tzw. pumeksu używano w antycznych czasach jako środek przy owrzodzeniach.
Nierzadkie w średniowieczu, wspomniane już wyżej zatrucie sporyszem, prowadzące do przykurczy mięśni, halucynacji, odpadania kończyn i zgonu, było dawniej określane jako „ogień świętego Antoniego”. Drugim typem objawów były zaburzenia w układzie nerwowym, objawiające się drgawkami i kurczami o charakterze padaczkowym. Ten typ zatruć nazywano w średniowieczu „tańcem św. Wita”. Procesja w Echternach w Luksemburgu skaczących w drgawkach w rytmie polki setek czy wcześniej tysięcy (zatrutych) pątników udających się do grobu św. Willibrorda, wciągnięta została w końcu 2010 roku na listę UNESCO jako niematerialne dziedzictwo kulturowe ludzkości. Widowiskowa procesja, sięgająca tradycją XV wieku, odbywa się rokrocznie w pierwszy wtorek po Zielonych Swiątkach.
Mieszanki minerałów takich jak krzem, wapno, magnez, soda, żelazo czy fosfor i tzw. elementów śladowych można dziś kupić w aptece, zielarczyku czy drogerii. Ludzie średniowiecza kierując się doświadczeniem i przede wszystkim wiarą, sięgali po środek ze swego najbliższego otoczenia. Zwyczaj stosowania proszku z murów świątyń i innych sakralnych budowli jako leku, zachował się w niektórych zakątkach Europy aż do połowy XX wieku, a sam proceder fascynuje badaczy do dziś.
W roku 2015 ukazała się w Toruniu praca doktorska pani Katarzyny Natalii Węgłowskiej, o tytule „Nieckowate zagłębienia na elewacjach średniowiecznych obiektów sakralnych na obszarze ziemi chełmińskiej i lubawskiej”. Praca jest dwuczęściowa, o objętości 212 i 577 stron. Korzystanie z niej jest ze zrozumiałych względów możliwe tylko w czytelni Biblioteki Uniwersyteckiej UMK w Toruniu. Dr K. N. Węgłowska jest dziś pracownikiem naukowym „Victoria and Albert Museum” w Londynie.
W swojej rozprawie autorka nie tylko drobiazgowo ustosunkowała się do głosów badaczy z rożnych krajów (w tym do chwytliwej teorii niecenia „świętego ognia”), ale cytuje też najnowsze wypowiedzi dotyczące powstania „dołków”, rozważa za i przeciw i prezentuje analizę przeprowadzonych doświadczeń weryfikujących poszczególne hipotezy.
Wnioski badaczy z minionych czasów mówiące o pozyskiwaniu „proszku leczniczego”, znalazły w efekcie jeszcze jedno potwierdzenie we wnikliwej pracy polskiego naukowca.
Ślady zdobywania „lekarstwa na wszystko” pozostały do naszych dni na ścianach wielu budowli sakralnych, także na brodnickiej farze. XIV-wieczna budowla dawała ludziom nie tylko nadzieję na lepsze, pozagrobowe życie, ale być może także psychiczne i fizyczne zdrowie?
Stefan Albrecht
[email protected]
wersja skrócona z 21.04.2026
na podstawie
wersji z 04.08.2017 i 14.02.2018
Źródła, poza wymienionymi w tekście:
http://www.schabespuren.de (stan 28.02.2026)
www.suehnekreuz.de/geschichte24.html
www.suehnekreuz.de/VA/aufsaetze03.html
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu czasbrodnicy.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz