Wiadomości

Zamknij

Początki brodnickiego szpitala

Radosław Stawski 10:13, 06.03.2013 Aktualizacja: 23:29, 16.10.2025
Skomentuj Początki brodnickiego szpitala Brodnica z przedmieściami w 1743 roku według rysunku J. F.Steinera

Około roku 1380 pod murami zamkowymi na przedmieściu zwanym Kamionka zaczęto budować przytułek szpitalny dla biedaków, chorych i podrzutków oraz kościół pw. Ducha Świętego. Problem "chudziaczków" wraz z ich przygnębiającym widokiem i głosami konających wypchnięto poza mury miasta

Kościół św. Ducha w Brodnicy zbudowany został w stylu gotyckim w drugiej połowie XIV wieku na przedmieściu Kamionka przy Bramie św. Ducha (zwanej też Bramą Grudziądzką). Historyk regionalny, ksiądz Jakub Fankidejski korzystając z bogatego archiwum diecezjalnego opracował i wydał drukiem wiele prac poświęconych diecezji w Chełmnie, w tym "Utracone kościoły i kaplice w dzisiejszej dyecezyji chełmińskiej".

Według jego opisu: Kościół św. Ducha połączony z miejskim szpitalem i cmentarzem stanowił od dawna znakomitą prepozyturę czyli probostwo; znajdował się na przedmieściu Kamionka. Był cały w cegłę murowany, kryty dachówką, tylko dzwonnica była z drzewa, wysoka jak kościół; w niej wisiały dwa dzwony; cmentarz nie był oparkaniony. Wewnątrz kościoła stały ołtarze dwa: wielki dość piękny złocony na tle czarnym; w nim obraz wcale artystycznie wykonany wyrażał zstąpienie Ducha św. Na Apostołów. Mały ołtarz z tłem białym stał po stronie ewangelii, obraz miał Wniebow. P. Marii. Wytworną robotą odznaczała się ambona cala złocona z różnymi figurami świętych. Niemniej i chór muzyczny był okazały. Zakrystia mieściła się za wielkim ołtarzem, murowana i nieco wilgotna. Posadzka po kościele cegłą wyłożona; ławek gustownej roboty dwoma rzędami ustawionych było czternaście. Dwie ławki, czyli stale, również gustownie wyrabiane, stały po stronach prezbiterium . W okresie rozkwitu reformacji kościół św. Ducha przejęli protestanci. W roku 1596 po odzyskaniu świątyni przez katolików biskup Piotr Tylicki dokonał aktu konsekracji. Brak remontów doprowadził budowlę do powolnego upadku, który dało się zaobserwować już w początkach XIX stulecia.

Pierwszy był mały

Wróćmy jednak do pierwszego brodnickiego szpitala, który mógł zarazem spełniać rolę przytułku dla starców. Obiekt ów mógł pomieścić 12 osób. Nie wiadomo jak wyglądał wówczas brodnicki szpital. Posługując się jednak analogiami można ostrożnie przyjąć, że mógł on mieć przynajmniej kilka izb (jedna zwykle była dla kobiet, w tym rodzących, a druga dla mężczyzn). Uchylne lufciki dla dopływu świeżego powietrza pożądane byłyby latem. Zimą chorych ogrzewało zapewne ciepło z kominka, w którym palono drewnem, składowanym zapewne gdzieś nieopodal. Zapewne było tam także pomieszczenie kuchenne. Niewykluczone, że w jednej z izb urządzono skromną kaplicę, choć to głównie dla chorych przewidziany był pobliski kościół. W sumie wszystko zależało przecież od kosztów. Umeblowanie sal było zapewne bardziej niż skromne i ograniczać się mogło w zasadzie do szerokich łóżek, zdolnych pomieścić, jak to wówczas bywało po 2-3 osoby. Mogły tam mieścić się również łóżka pojedyncze.

Tak więc średniowieczny szpital to dom dla chorych i ubogich (domus infirmorum ) oraz kościół szpitalny (ecclesia ). Te dwa pojęcia były z sobą wówczas tak nierozerwalnie powiązane, że łączyły się nieraz w jedno: hospitale. Modlitwa była wówczas tak samo przecież ważna (lub ważniejsza) w procesie leczenia, jak zabiegi zakonników.

Szpitale zwykle miały szereg przywilejów - nie płaciły dziesięciny, a ich dobra były niezbywalne. Utrzymanie tych obiektów pochodziło z kieszeni lub zapisów dóbr fundatorów, władz miejskich lub darowizn co zamożniejszych mieszczan. Zarządcą brodnickiego szpitala był prepozyt, a więc krzyżacki ksiądz z konwentu zamkowego. Szybko się okazało, że jeden duchowny to za mało. Prebendę dla drugiego księdza w kościele św. Ducha ufundował w 1381 roku rycerz Jan z Kruszyn, lecz nie dobrowolnie. Otóż za porwanie biskupa Wikbolda Dobilsteina ów rycerz został przez papieża Grzegorza XI wyklęty. Jan z Kruszyn ukorzył się prosząc o zdjęcie ekskomuniki.

Jednak nic za darmo - zgoda papieża na wycofanie klątwy uzależniona została od ufundowania przez rycerza Jana wikarii przy szpitalu Świętego Ducha w Brodnicy. Na ten cel od roku 1381 musiał on uiszczać stałą roczną opłatę w wysokości 10 grzywien. Na dodatek, wspólnie z Piotrem Świnką z Rypina mieli, w ramach zadośćuczynienia ufundować ołtarz w kaplicy szpitalnej w Brodnicy. Po zdjęciu tej kary jako zadośćuczynienie i pokutę winowajca musiał płacić 10 grzywien rocznie z dochodów kruszyńskiego majątku na rzecz kościoła szpitalnego św. Ducha w Brodnicy od 1381 roku. Kwota ta miała być płacona także przez jego następców. Jednak podczas wojny głodowej (1414) oraz trzynastoletniej (1454-1466) dobra kruszyńskie zostały tak zniszczone, że zaprzestano płacenia kościołowi szpitalnemu zasądzonych 10 grzywien. Wyrokiem sądu z 1485 roku ów dług musiał spłacić Szymon Kruszyński. Nie mając pieniędzy zapisał on wspomnianemu kościołowi 15 łanów ze swoich dóbr wraz z jeziorem Gierztowiec (obecnie jezioro Kruszyny). Gdy świątynię przejęli protestanci, kolejny z właścicieli Kruszyn włączył zapisaną kościołowi ziemię do swojego majątku i nie oddał jej nawet w roku 1596 kiedy świątynia powróciła do katolików. Kościół rozpoczął w tej sprawie nowy proces. Sprawa znalazła finał dopiero w 1614 roku, gdy właściciel Kruszyn Adam Parzniewski zmuszony został do zapłacenia świątyni i szpitalowi św. Ducha jednorazowego odszkodowania w kwocie 2100 talarów. Tak ostatecznie zakończyła się sprawa, której początek sięga 1375 roku, a więc czasu porwania biskupa. Na leczenie chorych i utrzymanie obiektów potrzebne były pieniądze.

Tu Krzyżacy okazali się szczodrzy. Na uposażenie kościoła i szpitala w Brodnicy przekazali 22 łany chełmińskie w Cielętach oraz 10 łanów w Zbicznie. Czerpane stąd dochody dawały 60 grzywien rocznie. Do tego dochodziły zapisy okolicznych rycerzy i mieszczan. Chłopi ze Zbiczna oddawali tu też dziesięcinę dla księży w postaci półkorcy żyta i owsa. Proboszcz św. Ducha posiadał w Zbicznie 14 zarobnych morgów. Przywilej ten uzyskał w 1527 roku od króla Zygmunta I Starego. Miał także prawo połowu ryb na jeziorze Zbiczno na własne potrzeby. W czasie wojny głodowej w roku 1414 szkody w dobrach kościelnych na Kamionce wyliczono aż na 1000 grzywien. Ta sytuacja wpłynęła na powolny upadek tak kościoła, jak i szpitala, w którym w roku 1447 przebywało jedynie dwóch chorych. Zła sytuacja finansowa i gospodarcza pozwalała wypełniać mu zadania charytatywne w bardzo ograniczonym zakresie.

"Starość to szpital, który przyjmuje wszystkie choroby"

Chociaż pierwsze wzmianki dotyczące miejsc, w których leczono chorych sięgają IV wieku, to ideę szpitalnictwa przywieźli do Europy dopiero krzyżowcy. Niesienie pomocy pielgrzymom, chorym i potrzebującym oraz ich pielęgnowanie aż do wydobrzenia stawało się wówczas elementem reguł zakonnych, wykształcając altruistyczną, chrześcijańską ideę miłosierdzia. Jako, że zamożni byli w stanie sprowadzać lekarzy do swoich domów i tam się leczyć - w powszechnej świadomości Europejczyków zapanował pogląd, w którym ówczesny szpital miał służyć w pierwszym rzędzie ubogim i bezdomnym, których tam grupowano. Mogli tam znaleźć pomoc również pielgrzymi, chorzy lub konający, których przyjmowano zwykle na jedną noc, chyba, że konieczność wymagała dłuższego leczenia. W przypadku zgonu podrzutków, bezdomnych lub samotnych - tu też ich grzebano.

Co ciekawe do szpitali nie przyjmowano zwyczajowo ludzi o trwałym kalectwie, a więc ślepców, czy bezrękich lub beznogich. Może wydaje się to okrucieństwem, ale ówcześni widzieli w ich schorzeniu nieuleczalność i nie byli w stanie im pomóc nawet modlitwą, nie byli więc w ich rozumieniu ludźmi chorymi. Szpitale pod wezwaniem Ducha Świętego budowano w średniowieczu niemal we wszystkich większych i średnich miastach Polski. Wzniesiono je także w pobliskim Toruniu (na nabrzeżu wiślanym, poza obrębem murów miejskich, w pobliżu bramy św. Ducha zwanej też Klasztorną) i w pobliskim Rypinie (także poza murami miasta blisko rzeczki Rypienicy). Leczeniem zajmowali się przeważnie zakonnicy - tak zwani duchacy, czy bożogrobcy.

Choroby średniowiecza i metody ich zwalczania

Jako, że biedna, wynędzniała i niedożywiona ludność dość łatwo zapadała na różnego rodzaju schorzenia, prowadzące wprost do epidemii - zakonnicy i cyrulicy w sensie dosłownym mieli ręce pełne pracy. W Polsce w XII wieku szpitale dzielono na domy dla podrzutków, przytułki dla starców oraz leprozoria (łac. repra - trąd). Taką funkcję w Brodnicy mogła pełnić położona pierwotnie nieco z dala od siedzib ludzkich kaplica św. Jerzego na Przedmieściu Mazurskim. Rolę leprozoriów sprawowały domy lub nawet kolonie, gdzie grupowano przymusowo trędowatych. Po specjalnej mszy, zarażonym tą chorobą odczytywano listę zakazów - w tym zakaz zbliżania się do ludzi, przebywania w miejscach publicznych oraz w kościołach - i dla odosobnienia od reszty społeczeństwa, albowiem ich dotyk zarażał - odprowadzano ich właśnie do leprozorium, dając na miejscu ubrania, łyżki, garnki itp. Ucieczka z tego miejsca karana była stryczkiem. Osadzony tam trędowaty od tej pory wychodzić mógł jedynie w tych specjalnych ubraniach, kołatką lub dzwoneczkiem dając znać o swojej obecności, tak by zdrowi zdążyli w porę się usunąć. Na co wówczas chorowano i z czym przyszło mierzyć się średniowiecznym medykom? Lista schorzeń jest długa. Ograniczmy się więc do najczęstszych, jak przywra wątroby powodująca ropienie, biegunka, ropnie zębów, żółtaczka, niedokrwistość, zapalenie płuc, przeziębienia, grypa, czy gorączka. Wszystkie z nich mogły doprowadzić chorego do śmierci. Leczono wszak też złamania, powstałe w pojedynkach na miecze rany cięte, kłute i szarpane, urazy oka, zatrucia pokarmowe oraz problemy okołoporodowe. Do tego, niczym niepowstrzymana fala dochodziły epidemie, nazywane "morowym powietrzem", a więc malaria, tyfus i dżuma. Jakimi narzędziami i jaką wiedzą średniowieczni zakonnicy zwalczali więc powyższe dolegliwości i choroby? Otóż wydaje się, że podstawą ich wiedzy medycznej była teoria Hipokratesa, z której wynikało, że organizm ludzki, jak zresztą inne cząstki przyrody zbudowany został z czterech elementów: powietrza, ziemi, ognia i wody, które muszą być w równowadze. Jej zakłócenie miało wywoływać choroby. Medycy musieli więc przywracać zachwianą harmonię. Wierzono, że większość chorób bierze się nie z niedoboru któregoś z żywiołów, a z nadmiaru. Zatem nadmiar ten, należało z ciała wypuścić - najlepiej razem z krwią. Puszczano więc krew przystawiając pijawki, nacinając żyły (robili to też kowale i cyrulicy) lub przystawiano bańki. Do tego "medycznego" asortymentu dokładano zabiegi przeciwwymiotne, a przede wszystkim głośno zanoszono modlitwy do świętych i samego Boga o wstawiennictwo i orędownictwo. Panowało też przekonanie, że choroba jest karą za grzechy. Pozostawało zdać się na wolę boską. Czyż nie z tego okresu może wywodzić się więc stare przysłowie rodem z ziemi dobrzyńskiej: "Bóg jest najlepszym doktorem"? Nie bez znaczenia było wspieranie chorego w dążeniu do wyzdrowienia. Cała wiedza medyczna ówczesnych była w sumie mieszaniną dobrych chęci, magii i zabobonów. Pomoc chorym nieśli przecież różnej maści znachorzy, alchemicy, czarownice i wiejskie zielarki, produkując leki w postaci wysoce podejrzanych w kwestii skuteczności mikstur i eliksirów. Rozgarniając składniki, z których je robiono można było znaleźć niemal wszystko - od much przez sproszkowane kły węża, żabi skrzek, dżdżownice i całe garście jakiejś zieleniny po surowe oczy nietoperza włącznie. Dopiero później szpitale zaczęły w coraz większym stopniu realizować także funkcje medyczne. Zeświecczenie szpitali rozpoczęło się pod koniec XVIII stulecia. Wraz z rewolucyjnymi zmianami w wiedzy i technologii medycznej z początkiem XX wieku szpitale zaczęły odgrywać dominującą rolę w systemach opieki zdrowotnej. Jak jednak głosiło jedno z porzekadeł: "gdy chłop ma pieniądze to zaczyna się procesować w sądach, a gdy Żyd ma pieniądze, to idzie do lekarza". W rozwoju szpitalnictwa potrzebna więc była także świadomość społeczna. Tytułem podsumowania warto przytoczyć kilka przysłów: "kiedy biedny Żyd je kurę? Gdy on sam jest chory albo gdy kura była chora"; "nie módl się, żeby się skończyły twoje kłopoty, bo wraz z nimi kończy się życie"; "życie to najkorzystniejszy interes, bo otrzymujemy go za darmo".

Na podstawie:

R. Czaja, Dzieje miasta w średniowieczu (XIII wiek-1466 rok) [w:]
Brodnica Siedem Wieków Miasta pod red. J. Dygdały, Brodnica 1998;
Z. Podgórska-Klawe, Od hospicjum do współczesnego szpitala. Rozwój historyczny problematyki szpitalnej w Polsce do końca XIX wieku, Wrocław 1981.

(Radosław Stawski)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu czasbrodnicy.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%