Teresa Gołębiewska przez ponad 50 lat sprzedawała książki w księgarni przy Dużym Rynku w Brodnicy. Najpierw przez 20 lat jako pracownik państwowej firmy w PRL-u, a potem jako właścicielka. Teraz kultowa brodnicka księgarnia zmieniła lokalizację. Nadal mieści się przy głównym placu miasta, ale w pasażu handlowym po drugiej stronie placu.
MARIA ORYSZCZAK: Jak trafiła pani do zawodu księgarza? Czy był to świadomy wybór?
TERESA GOŁĘBIEWSKA: - W 1971 roku ukończyłam liceum w Brodnicy i chciałam zacząć pracę. To był przypadek, że trafiłam do brodnickiej księgarni przy Dużym Rynku. Księgarnia prowadzona była przez Państwowe Przedsiębiorstwo Dom Książki w Bydgoszczy i przez 20 lat był to mój pracodawca. W 1991 roku przedsiębiorstwo się sprywatyzowało, a ja postanowiłam przejść na własną działalność gospodarczą i dalej prowadzić księgarnię. Znałam już wtedy zawód, a księgarnia dobrze prosperowała, nawet w czasach kryzysu. Razem ze mną od 25 lat pracuje Marzena Domańska, dobry fachowiec w księgarstwie.
::news{"type":"see-also","item":"29134029"}
Księgarz nie tylko sprzedaje książki i inne wydawnictwa, ale też swoim klientom udziela o nich fachowej informacji. Czy lubi pani czytać?
- Lubię książki, choć tak naprawdę nie mam wiele czasu na ich czytanie. Większość dnia zawsze spędzałam w księgarni, zwykle od ok. 9.30 do 18.00. Wtedy trzeba przyjąć towar, podzielić, poukładać, obsłużyć klientów, złożyć zamówienie. Wbrew pozorom na czytanie nie ma czasu. Czytam dużo recenzji książek, a tak dla relaksu lubię książki historyczne.
A jakie książki wybierają pani klienci?
- Teraz najlepiej sprzedają się książki dla dzieci. Rodzice kupują już książki nawet dla maluchów, niemowlaków. Wielu klientów dopytuje się o nowości księgarskie. Najczęściej sprzedaję książki biograficzne, historyczne, literaturę faktu. Bardzo popularna jest Katarzyna Puzyńska. Naszą specjalnością są książki regionalne, wydawane np. przez brodnickie Wydawnictwo Multi. Książki Grążawskich, Wultańskiego, praca zbiorowa „Szkice Brodnickie", ładne albumy przedstawiające miasto i Pojezierze Brodnickie - to wszystko jest niezmiennie popularne i chętnie kupowane. Mamy też ciekawe kalendarze, książki poradnikowe.
Czy przez te 50 lat pracy księgarza zauważa pani jakieś zmiany w gustach czytelniczych?
- Obserwując sprzedaż, widzę, że upodobania czytelników bardzo się zmieniły. W latach 80. przede wszystkim kupowano klasyków literatury. Były całe serie - dzieła zbiorowe Mickiewicza, Słowackiego, Sienkiewicza, Szekspira, Balzaka itd. Hitem była Wielka Encyklopedia Powszechna i wszelkiego rodzaju słowniki. Klienci wręcz walczyli o książki, stali w długich kolejkach, kiedy przyszedł towar. Najpierw stało się w kolejkach po meble i najczęściej był to Jubilat, produkowany w Meblarskiej Spółdzielni Pracy w Brodnicy, a potem obowiązkowo trzeba było półki tego segmentu zapełnić książkami. Książki kupowało się na urodziny, na Boże Narodzenie pod choinkę i na I Komunię św. A taki prezent, jak dzieła zebrane Sienkiewicza, był bardzo pożądany, choć często były to szarobure wydania, niezbyt atrakcyjne w szacie graficznej. Zresztą kupno książek nie było proste. Najpierw trzeba było zdobyć talon. Była np. taka akcja, że za sprzedanie określonej ilości makulatury, można było dostać talon na Mickiewicza albo Słowackiego. Książki były na subskrypcję - osoby wcześniej zobowiązywały się do zakupu i czasem wymagana była przedpłata. Oczywiście zdobycie subskrypcji też nie było łatwe.
::news{"type":"see-also","item":"29129858"}
Teraz na półkach pani księgarni nie widzę encyklopedii ani słowników.
- Tych pozycji już nikt nie kupuje, zastąpił je internet. Tak samo do lamusa odeszła tak bardzo popularna w latach 90. seria romansowa. Teraz z literatury romansowej modna jest Danielle Steel.
Czy zmienili się klienci?
- Mamy bardzo wielu stałych klientów, którzy lubią sobie porozmawiać o książkach. Na przykład przychodzą i mówią, że chcieliby coś dla mamy, czy ojca i my już wiemy, co ci państwo czytają, bo ich znamy. Bardzo dziękujemy naszym klientom, którzy są z nami czasem od kilkudziesięciu lat. Są to wierni czytelnicy, którzy szybko odnaleźli nas w pasażu na Dużym Rynku - po przenosinach naszej księgarni.
Właśnie. Dlaczego zdecydowała się pani przenieść sklep, który miał dobrą lokalizację w centralnym miejscu na Dużym Rynku, no i trwał tak ponad 50 lat?
- To kryzys. Wzrastają opłaty za energię, ogrzewanie, a klientów ubywa. Kiedyś książki kupowały u nas wszystkie szkoły i biblioteki z całego powiatu. Był czas, kiedy trzeba było rozdzielać książki na stosy dla poszczególnych bibliotek - tematycznie. Mieliśmy podręczniki i książki na nagrody w konkursach. Z początkiem roku byliśmy zawaleni podręcznikami, a uczniowie stali po kilka godzin w kolejkach. Teraz mamy podręczniki tylko do szkół średnich, bo w podstawówkach książki są za darmo w szkołach. Bardzo często kupuje się książki przez internet, a na nagrody daje się raczej pendrive niż książkę. Stale jednak miło nam widzieć naszych czytelników, wśród nich - bardzo dużo pań. Mówią, że kupowaliby więcej, ale książki są za drogie. Na przykład emeryci często proszą, żeby im książki odłożyć, kiedy emerytura przyjdzie. No i, oczywiście, odkładamy. Serdecznie zapraszamy do naszego nowego lokalu w pasażu na Dużym Rynku.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu czasbrodnicy.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz