Wiadomości

Zamknij

Wojenne losy s. Ludwiki

Radosław Stawski, Natalia Wrońska 17:48, 04.07.2019
Skomentuj Wojenne losy s. Ludwiki Fot. Archiwum: Siostra Ludwika z wychowankami Domu Dziecka w Otwocku w 1943 roku

Halina Małkiewicz urodziła się 6 kwietnia 1916 roku w Kruszynach Szlacheckich w gminie Bobrowo, jako pierwsze dziecko Józefa i Walerii Małkiewicz. Miała braci: Józefa i Witolda. Mając siedem lat rozpoczęła naukę w Publicznej Szkole Powszechnej w Kruszynach Szlacheckich. W 1939 roku Halina wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Św. Elżbiety w Grabiu (województwo kujawsko-pomorskie, powiat aleksandrowski) przyjmując imię zakonne Ludwika. Zawierucha wojny pognała ją do Domu Dziecka w Otwocku, dokąd trafiła mała Rut Noy- córka Maxa i Rose Noy, która została przyjęta do domu dziecka w Otwocku przy ulicy Świderskiej 50 w listopadzie 1942 roku na prośbę rodziców ukrywających się po likwidacji getta warszawskiego. Katolicka metryka urodzenia wystawiona została na nazwisko Teresa Wysocka. Trzyletnią Rut Noy opiekowała się siostra Ludwika Małkiewicz przez dwa lata. W 1945 roku po Rut stawili się rodzice, którym udało się przetrwać wojnę.
W dalszej części pracy licealistka pisze: „Ze względu na długo trwający front i ciągłe niebezpieczeństwo ze strony okupanta zakład został przeniesiony w sierpniu 1944 roku do Mińska Mazowieckiego, koło Warszawy i Otwocka. Tam też przetrwali całe powstanie warszawskie. Siostra Ludwika wysyłała powstańcom skromny prowiant, który potajemnie organizowała, by wspierać walczących. Była załamana dowiedziawszy się o klęsce powstania. Jednak musiała być silna, bo już na początku 1945 roku otrzymała wiadomość, że Niemcy wycofują się z Grabia, dlatego czym prędzej postanowiła działać.
28 stycznia 1945 roku przybyła do Grabia. Niemcy wycofali się z tamtych terenów. Rosjanie zaczęli już prowadzić konfiskatę majątków. Nie udało się im przejąć Domu Dziecka w Grabiu, ponieważ siostra Ludwika posiadała zaświadczenie od urzędu rosyjskiego (napisane po rosyjsku), że przyjedzie odebrać po Niemcach zakład i Rosjanie mają udzielić jej pomocy. Budynek był w okropnym stanie, cały zniszczony i zdewastowany. Jednak ze wsparciem ludności miejscowej i częściową pomocą Rosjan udało się doprowadzić gmach do użytku. Tak też zakład wrócił do swojego początkowego wyglądu i służył dzieciom jeszcze przez wiele lat.
Po wojnie siostra Ludwika dalej prowadziła sierociniec w Grabiu, jednak naczelne struktury Kościoła wydelegowały ją do Grudziądza, gdzie ostatecznie osiedliła się na dłuższy czas i została nauczycielką Publicznej Szkoły Powszechnej oraz pracowała w grudziądzkim Domu Dziecka.
3 grudnia 1947 roku siostra Małkiewicz została kierowniczką Domu Dziecka w Grudziądzu. Bardzo kochała dzieci, poświęcając im całe swoje życie i czas.
W 1971 roku zakonnica została mianowana przez biskupa chełmińskiego na członka Diecezjalnej Rady Duszpasterskiej Diecezji Chełmińskiej.
Na początku 1976r. została przeniesiona do Skórcza (województwo pomorskie, powiat starogardzki), gdzie już 1 września 1976 roku objęła stanowisko przełożonej Domu Zakonnego w Skórczu. Będąc w Skórczu dowiedziała się o śmierci swojego brata, Józefa, proboszcza brodnickiego, który zmarł 2 października 1976 roku”.

Siła wdzięczności


„Rodzina Rut Noy po wojnie przeprowadziła się do Stanów Zjednoczonych i za wszelką cenę chciała odwdzięczyć się siostrze Ludwice, za uratowanie córeczki. Nie było to łatwe, ponieważ nie znali chrzestnego imienia ani nazwiska zakonnicy oraz zgromadzenia zakonnego, w którym służyła. Max i Rose Noy pochodzili z Wilna, więc nie znali Otwocka, miasta gdzie oddali Ludwice małą Rut. Nie wiedzieli, że dom zakonny znajdował się przy ulicy Świderskiej. Poszukiwania trwały długo, lecz w końcu siostrę znaleźli w Skórczu. W dowód wdzięczności za uratowanie życia ich córki zapragnęli oddać siostrze pieniądze, które zostały im po wojnie. Jednak Ludwika nie przyjęła ich, mówiąc aby przekazali je ludziom ubogim, którzy na pewno potrzebują ich bardziej niż ona.
W książce Ewy Kurek-Lesik »Gdy klasztor znaczył życie” Max Noy udzielił wywiadu, mówiąc o siostrze Ludwice : „(…) pieniądze nie grały w tym wypadku żadnej roli. Nie była to bowiem kwestia pieniędzy, lecz ratowania dziecięcego życia (…)”.
Tak więc po miłym spotkaniu po latach rodzina Noy-ów wróciła do Stanów Zjednoczonych, rozpocząć nowe, lepsze życie. Mała Rut dorastała w środowisku amerykańskim, lecz jej rodzice zawsze opowiadali jej, kto ją uratował i uczyli bezinteresownej pomocy innym. Pani Rose Rut spotykając potrzebujących opowiadała im historię o cioci Ludwice i obdarowywała datkami, zgodnie z jej wolą.
Kiedy Rut była już dorosła kobietą, Max Noy napisał list do siostry Ludwiki z Nowego Jorku w którym wyraził chęć spotkania z zakonnicą:
»Droga Siostro Ludwiko!
Pisze do Pani Mietek, ojciec Tereski, którą Siostra Ludwika uratowała z rąk morderców hitlerowskich podczas wojny. Tereska jest już dzisiaj matką dwóch synów. Ona pragnie przyjechać do Polski żeby Panią zobaczyć i osobiście podziękować za szlachetny uczynek, za co my prosimy Boga, żeby dał Pani zdrowia i wszystkiego najlepszego; cokolwiek Pani Siostra sobie życzy. Proszę bardzo odpisać na mój list, ponieważ moja córka Tereska chce pojechać do Polski w Lipcu i chciałaby zobaczyć Panią Siostrę w Lipcu w tym roku. Czekam z niecierpliwością na odpowiedź. Proszę pisać do Max Noy. U.S.A, Nowy Jork. Z pozdrowieniami Mietek«.
Ludwika bardzo ucieszyła się, że po wielu latach znowu zobaczy swoją wychowankę. Tak więc odpisała na list, wyrażając chęć, aby Noy-owie odwiedzili ją. Rodzina przyleciała do Polski w przeciągu kilku miesięcy. Bardzo zależało im na tym, aby zakonnica otrzymała nagrodę za tak szlachetny czyn. Dlatego też Noy-owie napisali list do YAD VASHEM, opisując historię uratowania Rut. Wniosek został przyjęty i pozytywnie rozpatrzony, po czym żydowska rodzina zafundowała siostrze Małkiewicz podróż do Ziemi Świętej. 11 grudnia 1981 roku w Jerozolimie na wzgórzu wspomnień męczeństwa narodu żydowskiego w II wojnie światowej siostra Ludwika została odznaczona przez [instytut] YAD VASHEM medalem »Sprawiedliwy wśród narodów świata« oraz zasadziła drzewko chlebowe, które rośnie do dziś.
Siostra Ludwika Małkiewicz pod koniec swojego życia została przeniesiona do Gdańska, gdzie pełniła swoją posługę do ostatnich dni. Zmarła 1 sierpnia 1996 roku w Gdańsku, gdzie została pochowana na cmentarzu Oliwskim”.

Korzenie rodzinne


„Jestem dumna z tego, że siostra Ludwika Małkiewicz była moją ciocią. Chociaż nie mogłam jej poznać osobiście i posłuchać jej historii życia to z opowiadań i jej dokonań wiem, że była charyzmatycznym człowiekiem. Pomimo ryzyka utraty życia, ratowała innych. Cieszę się, że uhonorowano jej działalność.
Ewa Kurek-Lesik napisała wiele książek powiązanych z II wojną światową. W jednej z nich pt. »Udział żeńskich zgromadzeń zakonnych w akcji ratowania dzieci żydowskich w Polsce w latach 1939-1945” pisała: »Nie bez znaczenia, a wręcz podstawą takiego podejścia siostry Ludwiki do sprawy chrztu dzieci żydowskich, był fakt, że poznała ona osobiście Żydów, że przyglądała się ich modłom i religijnym obrządkom, że wiedziała wskutek tego, że broni, kochając swe żydowskie dzieci«.
Warto wspominać wybitne postacie. Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy, że mieliśmy takie osoby w naszych rodzinach. Pisząc tę pracę kontaktowałam się z instytucją Yad Vashem, aby uzyskać więcej informacji na temat z życia cioci. Rozszyfrowanie pamiętnika było dużym wyzwaniem, dlatego w wakacje 2018 roku wraz z moją byłą historyczką ze szkoły Laurą Bartnicką rozszyfrowałyśmy cały pamiętnik.
Mam nadzieję, że ciocia Ludwika byłaby dumna z mojej pracy. Sądzę, że nie przez przypadek zaczęłam ją pisać 1 sierpnia, w rocznicę jej śmierci. Ludwika Małkiewicz była wybitną osobą. Ksiądz Wiesław Mering (biskup diecezjalny włocławski od 2003 roku) mówił: »Spotkałem kilkakrotnie elżbietankę. Rzeczywiście był to człowiek niezwykły, o silnej osobowości, odwadze i dużej inteligencji. Nigdy nie chlubiła się wykazanym w czasie okupacji męstwem. Później, po latach, widziałem w Jerozolimie drzewko, na którym wisiała tabliczka z wypisanym jej imieniem i nazwiskiem. Zasłużyła na to: przecież ratując jednego choćby człowieka- ratowała cały świat«.
Takie osoby powinny być dla nas, współczesnych ludzi, autorytetem, ponieważ często zapominamy czym była wojna i jakie konsekwencje ze sobą niosła. Niestety obecnie pojawiają się liczne nieporozumienia i konflikty Izraela z Polską, odnoszące się do II wojny światowej. Jednak nie zapominajmy, że Polska była jedynym krajem, w którym za pomoc Żydom groziła kara śmierci, mimo to, Polacy poświęcali swoje życie oraz całych rodzin, aby pomagać potrzebującym, tak jak Ludwika Małkiewicz.O niepodległość trzeba walczyć, tak jak czynili to nasi przodkowie i pamiętać każdego dnia, że nie jest dana na zawsze. Dlatego my ludzie XXI wieku powinniśmy szanować naszą historię i o niej pamiętać, tak jak o osobach, które tę historię tworzyły”.

Na podstawie:
N. Wrońska, Jak człowiek ratuje jedno życie to jest tak, jakby uratował cały świat - siostra Ludwika Małkiewicz - praca konkursowa, Brodnica 2019 r.

(Radosław Stawski, Natalia Wrońska)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu czasbrodnicy.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%