Wiadomości

Zamknij

Wspólne pieczenie jest fajne

Liliana Sobieska 14:14, 25.12.2017
Skomentuj Wspólne pieczenie jest fajne foto LILA: Małżeństwo Błaszkiewiczów zastaliśmy w domu, gdy wraz z najmłodszymi wychowankami przygotowywali pierniki na święta

Państwo Zofia i Grzegorz Błaszkiewiczowie są rodziną niezwykłą i wieloosobową. Od wielu lat prowadzą rodzinny dom dziecka w Górznie. Pod swoją opieką mają ośmioro dzieci w różnym wieku - od maluchów po prawie dorosłe latorośle. Pochwalić się mogą też liczną grupą wychowanych przez siebie dzieci, które mają już swoich współmałżonków i własne dzieci. Niektóre, mimo upływu czasu do dziś utrzymują z ciocią i wujkiem regularne kontakty. Telefonują i przyjeżdżają na większe okazje. Na tegoroczne święta Bożego Narodzenia zapowiedziała się nawet rodzinka aż ze Szwajcarii! Jeśli sprawdzą się przewidywania, przy wspólnym, wigilijnym stole zasiądzie około 18 osób. Wielka to radość dla rodziców, ale też równie duże wyzwanie organizacyjne. Na rodzinne spotkanie trzeba przygotować dom i świąteczne przysmaki. Dlatego pani Zosia, jej mąż Grzegorz i dzieci do pracy przystąpili już tydzień przed świętami.

Najlepiej zrobić i upiec samemu

Wchodząc do ich domu, już od progu czuć piękny zapach pieczonych pierników. W kuchni, przy długim stole siedzi piątka domowników: ciocia Zosia, wujek Grzegorz, Magda, Martyna i Szymek. Wszyscy zajęci ozdabianiem wcześniej upieczonych pierniczków. Być może łatwiej byłoby kupić w sklepie gotowe słodkości, ale gospodyni uważa, że wspólne gotowanie i pieczenie według sprawdzonych przepisów jest fajniejsze. Można się popisać swoimi talentami kuchennymi, a zespołowa praca daje mnóstwo radości i poczucia jedności. - Kupując gotowe wyroby, pozbawiamy się choćby możliwości wąchania przedświątecznych zapachów. Kiedy razem pieczemy pierniczki, możemy nauczyć dzieci ich wyrobu, na przykład wyrabiania ciasta i jego wałkowania, co wcale nie jest takie łatwe. Przepisów jest bardzo dużo, ale ja w tym roku posłużyłam się starym przepisem mojej mamy. Nasze dzieci chętnie w tym pomagają. Mąż z doskoku nam dopinguje, bo sam ma w domu sporo pracy typowo technicznej. Uważa, że niektóre rzeczy trzeba robić samemu, bo wykona się je najlepiej, bez wzywania fachowców. A przy okazji można też do prac domowych zachęcić i nauczyć dzieci. Na przyszłość bardzo im się to przyda. Wiemy z mężem, że nasi dorośli wychowankowie czerpią z wiedzy technicznej, jaką poznali u nas w Górznie - mówi Zofia Błaszkiewicz.

Rok w tej rodzinie

Święta i kończący się rok to dobry czas na jego podsumowanie. Jak minął w Rodzinnym Domu Dziecka? Jakie wydarzenia najchętniej wspominają najmłodsze dzieci? - W październiku byliśmy na pokazie motorów i samochodów w Płocku. Dziewczynom najbardziej podobali się przystojni chłopcy na latających motorach. W powietrzu robili różne akrobacje i był tam wielki hałas. A dookoła stadionu stały samochody znanych sportowców, na przykład Kuby Przygońskiego. Wszystkim nam bardzo się podobały popisy sportowców - opowiada Magda. Od pewnego czasu tropem sportowym podąża też Martyna, która zagustowała w piłce nożnej. - Piłkę nożną trenuję drugi rok pod okiem pana Roberta Sargalskiego w hali sportowej w Górznie. Chyba idzie mi dobrze, bo pan Robert mnie chwali. Staram się być na wszystkich meczach. Może kiedyś będę znaną piłkarką? - mówi Martyna. Wesoło i ciekawie upłynęły dzieciom tegoroczne letnie wakacje. Zaliczyły obóz w Cichem i pobyt w Niechorzu nad morzem. - Były tam wielkie fale, biegaliśmy po plaży. Mieszkaliśmy blisko. Pływaliśmy statkiem, byliśmy też w Międzyzdrojach. Kiedy pogoda była nieładna, chodziliśmy na spacery. Kiedyś było zimno, ale ciocia i wujek pozwolili nam trochę wejść do wody w kurtkach. Duże fale zmoczyły nam kurtki, chociaż tak nie miało być. Z Niechorza przywieźliśmy na pamiątkę muszlę, w której słychać, jak szumi morze - wylicza Szymek. Wielką frajdą były też wakacyjne wypady na ryby. Wszyscy, dorośli i dzieci mieli własne wędki, na które można było złowić dorodne pstrągi. Połowy wypadły znakomicie. - Ryby łowiliśmy na stawach hodowlanych w Szwaderkach koło Olsztynka. Ja miałam najsłabsze wyniki, bo głównie zajmowałam się rozplątywaniem żyłek i zdejmowaniem z haczyków wyłowionych ryb. Łącznie przywieźliśmy dwadzieścia cztery kilogramy pstrągów. Obok nas łowili też inni, ale nasza grupka była najlepsza. Szwaderki to jedno z najstarszych w Europie gospodarstw rybackich, z ponadstuletnią tradycją. Do dziś niewiele tam zmieniono. Za złowione ryby zapłaciliśmy i przywieźliśmy do domu. Wszyscy uczestniczyli w czyszczeniu pstrągów, część zamroziłam i teraz mamy na święta swoje ryby - opowiada pani Zosia. Podczas wakacji odbyła się też wizyta u zaprzyjaźnionego rzeźbiarza, mieszkającego pod Toruniem. Dzieci mogły zmierzyć się z fachowymi narzędziami i drewnem, lepiły też z gliny. Maluchy lato uznały za bardzo udane. Po wakacjach trzeba było iść do szkoły, w której jak dzieci mówią, jest dużo nauki. Nie wszystkie przedmioty może uwielbiają, ale wiedzą, że uczenie się jest jednak potrzebne. A przy okazji można pobyć w towarzystwie kolegów i koleżanek.

Choinka skrzyżowana z czereśnią

Teraz przyszła zima, a wraz z nią oczekiwanie na święta Bożego Narodzenia. Z tym okresem wiąże się wizyta świętego Mikołaja. Pierwszy, ten bardziej ziemski, obdarowywał dzieci prezentami podczas spotkania na hali sportowej w Górznie. W perspektywie są mikołajowe odwiedziny w noc wigilijną. Dzieci zastanawiają się, jak i kiedy ten święty potrafi niepostrzeżenie wejść do domu, aby podłożyć pod choinkę prezenty? Po krótkiej dyskusji uznały, że to jego tajemnica, a przybysz z nieba umie być może wejść do domu przez komin, albo nawet przeniknąć przez ściany? Ważne, aby przynosił dzieciom upragnione prezenty. Dobrze, aby wcześniej wiedział, o jakich dzieci marzą. W tym celu Magda, Martyna i Szymek napisali listy do świętego Mikołaja. Potem ciocia Zosia poszła na pocztę, aby je wysłać pod właściwy adres. Świątecznych podarunków dzieciaki będą szukać pod choinką. A ta w tym roku jest bardzo nietypowa - rzec by można "hybrydowa". - Dwoistość naszej choinki polega na tym, że dotychczasową - sztuczną postanowiliśmy obsadzić w niekonwencjonalnym stojaku. To część korony od czereśni. Połączenie plastiku z naturą. Wiele osób przeważnie naturalne drzewka obsadza na plastikowych czy metalowych stojakach. W naszym przypadku będzie odwrotnie. Dzieci powieszą na niej tradycyjne bombki, cukierki, pierniczki - wyjaśnia pan Grzegorz. Na tegoroczne święta Bożego Narodzenia niecierpliwie czekają maluchy z rodzinnego domu dziecka. Cieszą się też ich opiekunowie, państwo Błaszkiewiczowie. Przy wigilijnym stole spotkają się z niektórymi, dorosłymi wychowankami, którzy mają w planie przyjazd do Górzna. Będą życzenia, kolędowanie i degustacja wspólnie przygotowanych smakołyków.

(Liliana Sobieska)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu czasbrodnicy.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%