FOTO NADESŁANE. Jadwiga Kończal niedawno miała wystawę w Gminnym Ośrodku Kultury w Górznie
Liliana Sobieska: Pochodzi pani z Zaborowa koło Górzna. Teraz mieszka tam inna malarka Małgorzata Lipka, znana warszawska artystka. Jadwiga Kończal: Poznałam panią Małgorzatę osiem lat temu i zaprosiłam ją do mojej pracowni. Było bardzo miło, bo wiedziała, że ja także maluję. Ona miała dużo obrazów z Górzna, czym ja nie mogę się pochwalić. Dopiero teraz udało mi się przyjechać z własną wystawą do Górzna. Jak u pani zaczęła się przygoda z malowaniem? - Mając kilkanaście lat, chodziłam do liceum pedagogicznego w Grudziądzu. Ponieważ miałam już konkretny zawód, podjęłam pracę. Potem poszłam na trzyletnie studia plastyczne w Łodzi, a po ukończeniu podjęłam eksternistyczne studia w Toruniu. Dyplom zaliczyłam w 1977 roku u profesora Borysowskiego, bardzo wymagającego, ale świetnie uczącego. Po studiach na jakiś czas odłożyłam pędzel, bo nie miałam czasu na malowanie z różnych powodów rodzinnych. Ale w tym czasie zajęłam się haftem kaszubskim, kujawskim i pałuckim. W ten sposób zarabiałam na życie. I dopiero kiedy przeszłam na emeryturę ponownie zaczęłam malować. Wielu artystów regularnie bywa na plenerach. Pani też w jakimś uczestniczyła? - Oczywiście. Brałam udział w plenerach w Myślenicach, Jaszowcu, Gnieźnie i w Mogilnie, gdzie od lat mieszkam. Plenery zwykle odbywają się co dwa lata i trwają dziesięć dni. Miasto artystom funduje farby, blejtramy i zasadą jest, że jeden obraz każdy uczestnik musi zostawić. Plenery są bardzo wartościowe, bo dają okazję do mnóstwa spotkań, wymiany doświadczeń i nawiązywania kontaktów towarzyskich. Poza tym co dwa lata mamy mogileńskie spotkania plastyczne. W tym roku wystawiało ponad stu twórców. Teraz, kiedy już jestem na emeryturze, maluję dużo. Wcześniejszy haft niestety zarzuciłam ze względu na wzrok. Obecnie mogę już robić to, co jest dla mnie prawdziwą przyjemnością. Jakie tematy przeważają w pani twórczości? - Najbardziej lubię malować kwiaty. Najwięcej nabywców zdobywają obrazy przedstawiające kwiaty polne. Pięknie też prezentują się jesienne bukiety. Jeden z nich przywiozłam na wystawę do Górzna. Z niektórymi obrazami artyście trudno się rozstać, bo traktuje je prawie jak swoje dzieci. Mam też obrazy poświęcone koniom, zwłaszcza tym z czasów mojego dzieciństwa w gospodarstwie w Zaborowie. Jest także wiejska łąka, jaką zapamiętałam z lat dziecięcych. Do dziś pamiętam, jak te łąki pięknie pachniały niezapominajkami i rozmaitymi ziołami. Teraz łąki już tak nie pachną. Obecnie chętnie maluję nasz przepiękny park w Mogilnie, klasztor benedyktyński. Tak więc tematów do malowania nie brakuje. Często odwiedza pani swoje rodzinne strony? - Nie częściej niż dwa razy do roku. Odwiedzam Zaborowo, gdzie był mój dom rodzinny. Przypominają się wtedy różne detale, pola, krzaczki, miedze. Im człowiek starszy, tym bardziej staje się sentymentalny. Kiedy przyjeżdżam do Zaborowa, widzę, że jest ono zupełnie inne niż przed laty. Nie ma już ludzi, jacy żyli w tym miejscu dawno temu. Chciałabym jeszcze zdążyć namalować swój dom rodzinny, dopóki istnieje. Ocalić to miejsce od zapomnienia. A obecną wystawę w Górznie poświęciłam pamięci moich nieżyjących rodziców. Bo ojczyzna to ziemia i groby. Ludzie, tracąc pamięć, tracą życie. Dziękuję za rozmowę.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu czasbrodnicy.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz