Foto: BARTOSZ RAKOCZY: Fotografia którą wykonałem moją pierwsza lustrzanką cyfrową. Przyniosła mi jak dotąd najwięcej chwały i podziwu. Sony A200 75-300mm. Okolice miejscowości Jaguszewice.
Wcześniej nigdy nie wygrał żadnego konkursu fotograficznego. Dostał jedynie wyróżnienie w konkursie internetowym, gdzie wygrał lornetkę, a w naszym wakacyjnym konkursie w 2012 roku zajął piąte miejsce. Dopiero nasz konkurs wiosenny "Oznaki wiosny w powiecie brodnickim" przyniósł mu upragnione pierwsze miejsce. Jego zdjęcie wskazali jurorzy - zawodowi fotograficy. W podziękowaniu zostawił nam płytę DVD ze swoimi zdjęciami. Okazało się, że fotografowanie zwierząt to jego pasja. Zdjęcia robi zwierzętom, głównie sarnom, najczęściej w okolicach Lutryny i bagiennej dolinie Drwęcy. CELINA NAŁĘCZ: Jak dowiedziałeś się o konkursie "Oznaki wiosny w powiecie brodnickim"? BARTOSZ RAKOCZY: Byłem w Niemczech. Zadzwoniła do mnie koleżanka z informacją, że taki konkurs jest. Jak wróciłem z Niemiec, miałem cztery dni do końca konkursu i zaraz następnego dnia poszedłem w teren szukać oznak wiosny. W jakim miejscu wykonałeś zwycięskie zdjęcie? - To było pomiędzy Gorzechówkiem a Jabłonowem, tam gdzie tory kolejowe. Zwierzęta zmęczone długą zimą zaczęły wychodzić na pola w poszukiwaniu jedzenia. To było na oziminie. Zarówno sarny, jak i gęsi skubały ją. Miałeś jakiś plan na zdjęcie, czy tak po prostu chwyciłeś aparat i poszedłeś w plener? - Chciałem wykonać zdjęcia jakiegoś ptaka, np. gęsi, bo w tym czasie one akurat zalatywały do Polski. Zauważyłem pięć saren i jednego koziołka. Przyczaiłem się i czekałem na odpowiedni moment. W tym czasie do stada podeszły gęsi i zrobiłem to zwycięskie zdjęcie, jak sarna obserwuje podchodzące gęsi. Przyczaiłeś się? - Tak. Ja podchodzę tak, żeby zwierzęta mnie nie widziały i nie wyczuły. Muszę jak najbliżej podejść. 10-15 metrów to odległość, z której mogę wykonać dobre zdjęcie sprzętem, który akurat mam. Podchodzę w kamuflażu, po to, aby się zlać z otoczeniem. Zwierzę ma dwa zmysły najbardziej wyczulone, słuch i węch. Dlatego podchodzę bardzo cicho, wręcz bezszelestnie, i pod wiatr. Jeśli chodzi o wzrok, to zwierzę widzi tylko kształty, i to w kolorach czarno-białych. A co jeśli cię jednak zauważą? - Jeżeli np. sarna zauważy mnie, czyli ten mój kształt, ja się wtedy nie ruszam. Sarnie jednak coś nie pasuje, bo ona kojarzy, że takiego kształtu tu nie było. Ona nie ucieka od razu. Obchodzi mnie w ten sposób, by wyczuć mój zapach. Jeśli się nie ruszam, to często jest tak, że ona zajmie się sobą, nie zwracając już na mnie uwagi. Do wyjścia w teren masz specjalne stroje, widziałam na zdjęciu jak jesteś w moro, tu też byłeś w stroju moro? - Nie. Byłem ubrany na biało. Mam specjalną białą kurtkę, spodnie. Nawet kalosze pomalowałem na biało farbą. Wszystko po to, abym był jak najmniej widoczny na śniegu. Ten strój nie jest jednak profesjonalny. Przemokłem i zmarzłem na tym śniegu. Dlatego planuję zakupić jeszcze profesjonalną piankę. Kamuflaż jest niezbędny. Miałeś jakieś niezwykłe zdarzenie związane z tym kamuflażem? - Tak. Kiedyś stałem w rzepaku, byłem w ubraniu moro i dostałem wiadomość SMS. Telefon był wyciszony, ja odpisywałem na tego SMS-a. Nagle koło mnie stanął koziołek i patrzy. Zamarłem, przestałem pisać. Cała moja sylwetka wystawała ponad rzepak. Ale on nie patrzył na mnie, tylko jakby zapatrzony był gdzieś obok. Zacząłem wtedy myśleć sobie "nie widzisz mnie, nie widzisz, odwróć się". Chciałem się schować w ten rzepak i przygotować aparat. I tak czekałem ponad 5 minut. Ja stałem w bezruchu, a on patrzył sobie gdzieś obok. I w końcu się odwrócił, ja schowałem się w tym rzepaku. Ale obawę miałem, bo nawet zwykłe strzyknięcie w moim kolanie by go spłoszyło i nici ze zdjęcia. Kiedyś też zauważyłem w Lurtynie kaczki. Aby je sfotografować, wszedłem do niej wymazany cały błotem, tak aby nie różnić się od otoczenia. Niestety moje poświęcenie się na nic nie zdało, kaczki uciekły. Czyli przy tej formie fotografii niezbędna jest znajomość zachowań zwierząt oraz terenu? - Tak. Trzeba wiedzieć, jak zachowują się dane zwierzęta i gdzie występują, na jakim terenie. Trzeba umieć się zachować, będąc przy nich. Dlatego na wyprawy fotograficzne wolę chodzić sam. Bo gdy idę z kimś, szanse na zrobienie zdjęć znacznie maleją. A ty skąd ty to wszystko wiesz? - Głównie z leksykonów, książek o zwierzętach i ptakach oraz z internetu. Wyszukuję tam informacji o zachowaniach danego gatunku oraz gdzie można go spotkać. A kursy fotograficzne jakieś robiłeś? - Nie. Jestem samoukiem. Czytam poradniki fotograficzne, np. Moose Petersona, na nim się wzoruję. Również w internecie szukam porad o fotografowaniu. Kiedy się zaczęła Twoja przygoda z fotografowaniem? - Przed 2009 rokiem aparatu jeszcze nie miałem. Pożyczałem od brata. Dopiero w 2009 roku kupiłem pierwszą lustrzankę Sony. Rok później zakupiłem teleobiektyw. I od początku fotografujesz zwierzęta? Czy też coś innego? Od początku zwierzęta. Wynika to pewnie z tego, że już jak byłem mały, tata i brat zabierali mnie do lasu czy nad wodę na ryby. Które zwierzęta najbardziej lubisz fotografować? - Moim ulubionym gatunkiem są sarny, a szczególnie koziołki, ze względu na poroże, jakie mają. To jest jak z naszymi liniami papilarnymi, każdy koziołek ma inne to poroże. No i piękną sylwetkę mają. Czyli można powiedzieć, że to jest twoja pasja? - Tak. I to bardzo. Do tego stopnia, że chciałem być leśniczym. Nie poszedłem jednak do szkoły w Tucholi, bo był problem z internatem. Potem byłem zapalonym wędkarzem przez trzy lata. Zrobiłem też roczny staż w kole łowieckim. Jak się później okazało, nie miałem sumienia, żeby pozostać w kole. Zrobiłem więc szkołę zawodową, by jak najszybciej zarabiać i mieć pieniądze na tę właśnie pasję. Ale trofea z lasu wynosisz? Widziałam na zdjęciach poroża. - Ja na to mówię skarby. Tak, znajduję poroża. Mam bardzo ciekawe okazy. Są też zęby i kły, z których robię trofea. Są potem ozdobą pokoju. Przygoda w terenie, której nie zapomnisz? - Raz szedłem w plener z kolegą. Usłyszeliśmy głosy ludzkie, a byliśmy w lesie na takiej wąskiej ścieżce. To było wieczorem. Nie wiedzieliśmy, czy to myśliwi, czy ktoś inny. Nagle usłyszeliśmy mocny tętniący odgłos. Coś się do nas zbliżało. To było stado jeleni. Ci ludzie je przepłoszyli wprost na nas. Kolega ukrył się w koleinie po traktorze, jelenie go przeskoczyły. Największy z nich, jak ja to mówię byk, z ogromnym porożem, też go przeskoczył. Ja natomiast schowałem się za drzewem. Ten byk tym porożem zahaczył o to drzewo. Usłyszałem pusty huk. Tego nie zapomnę do dzisiaj. Co poradzisz czytelnikom, którzy teraz chwycą za aparat i zechcą wybrać się do lasu? - Przede wszystkim zostawmy las takim, jakim go zastaliśmy. Bądźmy cicho. Nie śmiećmy, nic nie ruszajmy, nie niszczmy. Zwłaszcza gniazd. Nie zaglądajmy do nich. Nie ruszajmy pozostawionych przez matki małych zwierząt. Nie wolno ruszać pozostawionej małej sarenki. Matka po nią na pewno wróci. Jeśli my ją zabierzemy, zrobimy jej krzywdę, może nawet zdechnąć. Nawet dotykając ją, możemy ją zabić, bo matka wyczuje zapach człowieka i ją porzuci. Bądźmy w lesie uważni i ostrożni. A co ze sobą zabierzesz na wygrany spływ kajakowy, z pewnością aparat? - Na pewno lornetkę i wiedzę. Czy wezmę aparat, nie wiem. Mam obawy, ponieważ jeszcze nigdy nie pływałem kajakiem. A co będzie, jak się wywrócę. Może opracuję jakiś patent: worek, taśmę i aparat popłynie ze mną. Twoje plany na przyszłość? - Obecnie robię zdjęcia na terenie powiatu brodnickiego. Chcę też jeździć po całej Polsce. Biebrza, Mazury czy Pomorze. Chciałbym podjąć współpracę z jakiś wydawnictwem branżowym, aby zdjęcia, które wykonuję znalazły wykorzystanie. I tego Ci serdecznie życzymy. Dziękuję za rozmowę
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu czasbrodnicy.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz