Fot. Fotopolska.eu: Sklep Bobrowskiego w Jabłonowie przy ul. Głównej 4 w 1916 roku, obok punkt handlowy Maxa Schwarza.
Jak w powolnym procesie odniemczania życia społecznego w Jabłonowie budowano młyn parowy, otwierano nowe hotele, czy zakładano prąd w kościele - można było przeczytać w doniesieniach prasowych w pierwszej połowie XX wieku. Czytano też o bijatykach, kradzieżach i rozprawach sądowych
Gazeta Grudziądzka (R.10, nr 72) w czwartek, 16 czerwca 1904 roku, donosiła: „ – Brodnica. Przy kąpaniu utonął w Drwęcy uczeń mistrza piekarskiego Bandrowskiego. Jabłonowo. Restaurator, p. Fisch starszy otwiera tu 15 bm. nowy hotel. Jest to już czwarty z rzędu. Pan Karol Stojke zamierza tu pobudować młyn parowy”.
Rozwój miasteczka związany z rozwojem węzła kolejowego i dworca był niewątpliwy. Tuż po odzyskaniu niepodległości członkowie jabłonowskich towarzystw i liczni kupcy dość często lubili zasiadać w swoich gremiach, by pogwarzyć przy kieliszku i snuć śmiałe plany. Rzeczą pewną wszak jest, że mieszkający w mieście Niemcy odciskali swoje piętno na rytmie życia miasteczka, a na polskich kupcach zwłaszcza. Komentarz w tej sprawie napisało Słowo Pomorskie, 1925.04.16, (R.5, nr 88) 16 kwietnia 1925 roku: „Brak cywilnej odwagi hamuje proces odniemczania. Jabłonowo. Dużo się pisze w Jabłonowie o braku poczucia narodowego. Niestety tak jest. Kto w tym winę ponosi? Jedynie nasze towarzystwa i kupiectwo jabłonowskie, które na zebraniach, bądź na pogadankach lub przy kieliszku wielkie rzeczy usiłują zrobić, jednakże wszystko pozostaje frazesem, a czynu dotychczas nie dokazali żadnego. Mam wrażenie, że kupiectwo w Jabłonowie, występując społecznie lub patriotycznie, obawia się klienteli niemieckiej (bo tej jest tu zbyt wiele), która by przestała kupować od kupca Polaka z chwilą wystąpienia tegoż na niwie społecznej”. W dalszej części komentarza anonimowy autor, zapewne jabłonowianin otwarcie krytykował strachliwość kupców z Jabłonowa: „Ruch oświatowy w Jabłonowie jest pożałowania godny. Gdy zjechał ongiś Teatr Objazdowy z Torunia, dając sztukę wielce religijno-patriotyczną, widziałem na przedstawieniu literalnie dwóch polskich kupców, trochę młodzieży i urzędników. Gdzie była reszta kupców-Polaków? Czy przez uczęszczanie do teatru obawiacie się utracić klientelę niemiecką? Zresztą nie ma obawy, gdyż na szczęście nie mamy dużo sklepów, będących w rękach niemieckich. Przez stanowcze solidaryzowanie się naszego kupiectwa możemy dojść do tej wyżyny moralnej, o jakiej marzymy. Obserwator”.
Z kolejnych doniesień Słowa Pomorskiego (1936.01.08, R.16, nr 5) dowiadujemy się, że 8 stycznia 1936 roku pani Stoyke sprzedała młyn parowy wraz z zabudowaniami panu Riemerowi, właścicielowi młyna z Chełmży za cenę 75.000 zł, a „Pan Riemer zamierza młyn ulepszyć”.
W tym samym numerze pisano: „Światło elektryczne w kościele. Dotychczas nie posiadał kościół parafialny oświetlenia elektrycznego, pomimo że w Jabłonowie jest elektrownia od czasów przedwojennych. Dzięki zabiegom zacnego proboszcza, księdza [Józefa] Czubka oraz ofiarności kilku obywateli, zaprowadzono instalacje świetlne w kościółku. Państwo Skonieczni z Jabłonowa dali, z okazji ślubu córki, założyć oświetlenie przed głównym ołtarzem. Państwo Hasse z Białej Góry dali założyć oświetlenie przy ołtarzu Matki Boskiej, państwo Dalkowie [lub Dałkowie – przyp. RS] z Jabłonowa – oświetlenie głównego pająka [chodzi o żyrandol – przyp. RS], Towarzystwo św. Franciszka z Jabłonowa oświetlenie przy ołtarzu swego patrona św. Franciszka. Instalacje świetlne wykonała tutejsza elektrownia”.
Mimo pobożności wielu mieszkańców Jabłonowa prawdziwą plagą w życiu miasteczka były kradzieże. Okradano ludzi krążących po dworcu kolejowym, okradano śpiących w przedziałach pasażerów, okradano wreszcie ludzi w ich domach: „Ostatnio mnożą się w tutejszej okolicy kradzieże. W nocy z 30 na 31 ubiegłego miesiąca [więc w grudniu 1935 r. – przyp. RS] włamali się złodzieje do oberży pana Trojanowskiego w Konojadach, skąd skradli rozmaitych towarów za kilkaset złotych. W Buku okradziono rolnika Zimmermanna. W tym wypadku złodzieje zabrali z mieszkania bieliznę, pościel i broń. W Jabłonowie skradziono panu Borkowskiemu kilkanaście kur”.
Włamaniom do posesji towarzyszyło często trucie psów w celu uniknięcia ich ujadania i hałasu. Słowo Pomorskie (1936.12.31, R.16, nr 303) donosiło: „ – Otrucie psów. Widocznie złodzieje potruli wszystkie psy u rolnika Zamojskiego w Konojadach, powiatu brodnickiego.
Za bójkę z krwawym wynikiem otrzymali w sądzie w Brodnicy bracia Rutkowscy po pół roku więzienia z zawieszeniem, zaś niejaki Reich, główny sprawca otrzymał rok więzienia. Wszyscy pochodzą z Buku.
Jabłonowo. Złodzieje w potrzasku. W ostatnim czasie złodziejaszków pech jakoś prześladuje. Policja wykryła w ostatnich dniach kilka poważnych kradzieży, z czego widać policja nie próżnuje. Wykryto kradzież gęsi u rolnika Hagenaua w Budziszewie, kradzież wieprza u rolnika Nowaka w Buku, kradzież części rowerowych u mechanika Kuczkowskiego w Jabłonowie, rzeczy i bielizny u rolnika Łujewicza w Lembargu, wielką kradzież u Antuszewskiego w Góralach, gdzie skradziono większą ilość bielizny i odzieży. Sprawcy zostali w większej części odstawieni do sądu, a skradzione rzeczy częściowo odebrano i zwrócono poszkodowanym”.
O tym, że życie pisało różne scenariusze, a ludziom nie brakowało krewkości i fantazji pisało Słowo Pomorskie w artykule z 24 października 1937 roku (R.17, nr 246). Na temat strzelaniny, której nie było i karze za składanie fałszywych zeznań napisano: „ –Jabłonowo. Epilog zajścia w Jabłonowie w sądzie apelacyjnym. Przed sądem apelacyjnym w Poznaniu odbyła się rozprawa przeciwko uczestnikom awantury powstałej pomiędzy panami Franciszkiem Berendtem a Antonim Kokoszyńskim, jego synem Maksymilianem i żoną Klementyną. Sąd apelacyjny uwzględnił zredagowaną przez adwokata Górskiego z Brodnicy skargę apelacyjną p. Berendta i zniósł odnośnie do niego wyrok sądu okręgowego z dnia 24 marca 1937 roku, uwalniając go zupełnie od winy i kary, natomiast odnośnie Kokoszyńskich Antoniego, Maksymiliana i Klementyny sąd apelacyjny zatwierdził wyrok sądu okręgowego, skazujący Kokoszyńskich na 6 miesięcy więzienia. Wobec zeznania młodocianej Elżbiety Kokoszyńskiej przed sądem okręgowym, że pan Berendt strzelał do jej ojca 3 razy, sprawa stała się przedmiotem dochodzeń prokuratorskich przeciwko niej z artykułu 140 kodeksu karnego za fałszywe zeznania przed sądem pod przysięgą”.
Kolejne doniesienia z naszych stron Słowo Pomorskie publikowało jesienią 1983 roku (1938.10.07, R.18, nr 230): „Z Rypina. Za niedozwolony zabieg. Przy drzwiach zamkniętych odbyła się sprawa przeciwko Orylowej, akuszerce ze Świedziebni, oskarżonej o wykonanie niedozwolonego zabiegu. Sąd podyktował jej 6 miesięcy więzienia, z zawieszeniem na 2 lata (…). Jabłonowo. Kupno u Żyda się nie opłaca. Stolarz B. nabył u miejscowego Żyda handlarza skór, sprężyny do materaca, dlatego, że polscy kupcy nie mają takowych na składzie. Sprytny żydek chciał go wykiwać, mieszając stare, zużyte sprężyny z nowymi. Gdy stolarz paczkę w domu rozpakował, spostrzegł od razu, że padł ofiarą żydowskiej kombinacji. Żydek się wykręcał, jak mógł, dopiero stanowcze wystąpienia, pana B. i zagrożenie władzą, skłoniło Żyda do zamiany towaru. Jest to nowy dowód, jak trzeba być z Żydami ostrożnym (...). Działacz, o którym zapomniano. Gdy się obecnie czyta prasę, zastanowić się trzeba nad mnogim dekorowaniem różnych osób odznaczeniami. Tak jest i w naszej miejscowości. Zapomina się niestety o ludziach naprawdę dla sprawy polskiej zasłużonych. W naszej miejscowości żyje sobie taki działacz narodowy przedwojennej daty, organ., pan Antoni Borkowski, starzec siedemdziesięciokilkuletni. Pan Borkowski należał do czasów zaborczych, do patriotycznej, tajnej organizacji »Zorza« w Poznaniu, będąc jednocześnie polskim starostą na powiat brodnicki i mężem zaufania na tutejszym terenie. Podczas wybuchu wojny światowej był przez żołdactwo pruskie przed sąd wojenny postawiony, jako zdrajca niemieckiej ojczyzny, a czym to pachniało – o tym każdy wie. Dokumenty będą na pewno się w archiwach w Poznaniu znajdowały. Czyżby o takich ludziach zapomniano?”.
Na podstawie:
Gazeta Grudziądzka, 1904.06.16, R.10, nr 72.
Słowo Pomorskie, 1925.04.16, R.5, nr 88; SP, 1936.01.08, R.16, nr 5; SP, 1936.12.31, R.16, nr 303; SP, 1937.10.24,R.17, nr 246; SP,1938.10.07, R.18, nr 230.
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz
Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu czasbrodnicy.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz