Parafia Jezusa Miłosiernego na Płycie Karbowskiej w Brodnicy została erygowana 27 kwietnia 2003 roku i choć jest najmłodszą - czwartą w kolejności powstania - parafią w mieście, splata się w niej wiele wątków związanych z Janem Pawłem II. Jak wyjaśnia ks. kan. Wiesław Pacak - proboszcz parafii - warto pamiętać, że w parafiach dekanatu brodnickiego przechowywane są papieskie relikwie I i II stopnia. Relikwii pierwszego stopnia (czyli tych, które dotykał lub posiadał Jan Paweł II) w Karbowie nie ma, natomiast są drugiego stopnia (rzeczy, które pobłogosławił).
Pobłogosławiony obraz, kielich, patena
- Jest to obraz Jezusa Miłosiernego, główny obraz w kościele - wyjaśnia ks. Pacak. - Ojciec święty pobłogosławił go w swoje ostatnie imieniny, 4 listopada 2004 r. Również tego samego dnia pobłogosławił kielich i patenę. To są szczególne znaki po Janie Pawle w naszej parafii. Mam jeszcze osobisty różaniec, który otrzymałem z rąk Ojca Hejmo, który zawsze służył przy Ojcu Świętym. Właściwie to cała nasza parafia pod wezwaniem Jezusa Miłosiernego jest papieskim śladem w naszym regionie. To przecież z inicjatywy Jana Pawła II wyniesiono na ołtarze siostrę Faustynę i rozpoczęto kult Bożego Miłosierdzia. Papież pragnął, by wszędzie powstawały parafie właśnie pod tym wezwaniem. Tym sposobem powstała i u nas. Proboszcz miał okazję spotkać się z Ojcem Świętym, jak sam wylicza - 16 lub 17 razy. Gdy prowadził dziesiątą, kaszubską pielgrzymkę pieszą ze Swarzewa, znad Bałtyku aż do Częstochowy, w czasie spotkania młodych na Jasnej Górze odprawiał nawet mszę z Ojcem Świętym - wspólnie z blisko 2 tysiącami innych księży. - Po raz pierwszy spotkałem się z naszym papieżem w roku 1993. Każde spotkanie z Ojcem Świętym na pewno bywa ogromnym przeżyciem. Myśmy mieli to szczęście, że Jan Paweł II mówił po polsku i był bardzo otwarty, miał dużo siły i chęci, żeby spotkać się z ludźmi z całego świata. Niewyobrażalne jest to, jak on znajdował na to wszystko czas - w ciągu dnia spotykał mnóstwo ludzi, z ogromem rozmawiał, a jeszcze większą ilość uszczęśliwił i sprawił, że na twarzy pojawiał się uśmiech. Pierwszy raz, kiedy Ojciec Święty do mnie podszedł, ja już sobie kombinowałem, co wtedy powiem, żeby to było takie osobiste. Chciałem się przedstawić, opowiedzieć o swojej działalności, ale nic z tego nie wyszło, Ojciec Święty podszedł do mnie i mówi "A co Ty tu robisz?". Ja wtedy osłupiałem i mówię sobie: "No tak, zamiast uczyć katechezy, odprawiać msze, spowiadać, to ja sobie jeżdżę". Był wtedy rok 1993 i nie było jeszcze takiej komunikacji, jak obecnie i nie wyjeżdżano jeszcze za granicę na dużą skalę. Wtedy rozpoczynały się pierwsze wyjazdy po odzyskaniu niepodległości. Milicjanci osobiście mówili mi, że ja nigdy za granicę nie wyjadę, za to m. in. co śpiewam na pielgrzymkach, co robię i co mówię podczas mszy. Jednak okazało się, że to oni padli, a nie my. W każdym razie wracając do historii, odpowiedziałem papieżowi:"No, jak to co tu robię? Przyjechałem do Ojca Świętego", na co on odparł: "Ale co Ty ode mnie chcesz?". Ze zdziwieniem odpowiedziałem: "No, żeby Ojciec Święty mnie pobłogosławił" i papież powiedział: "To klękaj". Uklęknąłem i Ojciec Święty pobłogosławił mnie. Wstałem uszczęśliwiony, a Ojciec Święty poszedł dalej. Podszedł wtedy do mnie biskup Andrzej i mówi: "Wiesiu, jak Ty to zrobiłeś? Ojciec Święty najdłużej rozmawiał z Tobą". Okazało się, że w tej grupie (prawie 600-700 osób) byłem tą osobą, która najdłużej zatrzymała Ojca Świętego, a tak naprawdę była to tylko chwila. To było moje pierwsze spotkanie.
O skutkach koncertu Ryszarda Rynkowskiego
Ks. Wiesław Pacak jeszcze trzykrotnie miał sposobność rozmawiać osobiście z Ojcem Świętym w Watykanie i spotkać się z nim bliżej. W czasie ostatniego spotkania z papieżem, na pół roku przed jego śmiercią, w jego imieniny Ojciec Święty już był bardzo słaby. Był rok 2003. W Karbowie rozpoczęła się budowa kościoła. Powstawała pierwsza część, patrząc od wejścia głównego; nie było jeszcze części prezbiterium. "Wędrował" wtedy po parafiach obraz Jezusa Miłosiernego, który docelowo miał zostać osadzony w jednym z kościołów w Toruniu. Parafianie nowej świątyni nieco zmarkotnieli na wieść, że ów obraz nie trafi do ich kościoła. Ksiądz Pacak zgłosił więc biskupowi pomysł, aby taki obraz został stworzony dla nowej parafii i by został pobłogosławiony przez Ojca Świętego. Biskup obiecał pomoc, która jednak się odwlekała, a w dodatku Ojciec Święty stawał się coraz słabszy. Decyzja musiała być więc błyskawiczna. Na tydzień przed wyjazdem ksiądz ogłosił z ambony parafianom taką wieść:,,Wiecie co? Organizujemy wyjazd do Watykanu. Jedziemy, żeby Ojciec Święty pobłogosławił nam obraz". Wtedy zgłosiło się prawie 50 osób. Każdy złożył po 100 zł więcej, żeby przetransportować obraz (3 m na 1,5 m). Musiał jechać więc specjalny samochód, żeby go tam zawieźć. Pojechał wtedy m. in. Ryszard Rynkowski, ponieważ w międzyczasie odbył się parafialny festyn i koncert z inicjatywy naszego muzyka. Po bardzo udanym koncercie i festynie ks. Wiesław Pacak wszedł na scenę i powiedział do mikrofonu: "No Rysiu, ja nie mam pieniędzy, żeby Ci za to wszystko zapłacić, ewentualnie spełnię Twoje najskrytsze marzenie." Muzyk retorycznie spytał: "Na pewno?". Gdy proboszcz złożył obietnicę, Ryszard Rynkowski odparł, że chciałby się spotkać z Ojcem Świętym. W odpowiedzi usłyszał, że "nie ma sprawy". Rzecz działa się 22 sierpnia, a 4 listopada autokar wraz z pojazdem wiozącym obraz dotarli do Watykanu. Tam czekał już na grupę Ryszard Rynkowski, który poleciał samolotem wraz z innym księdzem. Muzyk miał w rękach zakupiony kielich z pateną. - Gdy wtedy wraz z grupą parafialną pojechaliśmy z obrazem, zostawiłem parafię na tydzień bez nikogo, stwierdziłem, że to jest jedyna parafia, gdzie proboszcz zostawia parafię samą i wywiesza kartkę "Najbliższa parafia tu i tam" - wspomina ks. Pacak. - Gdy jechaliśmy do Rzymu, nie mieliśmy nic załatwionego w związku z obrazem. Z Brodnicy nie da się załatwić audiencji u Ojca Świętego. Wymyśliłem sobie, że staniemy w niedzielę na placu św. Piotra i jak będzie audiencja przez okno (Anioł Pański), to wtedy Ojciec Święty pobłogosławi nasz obraz i kielich z pateną. Dojechaliśmy do Rzymu i nocowaliśmy w hotelu. Zdobyłem po drodze numer do Ojca Hejmo i nakłamałem mu: "Ojcze Konradzie, składam serdeczne pozdrowienia od księdza biskupa Andrzeja". Ojciec Konrad ucieszył się, podziękował i przypomniał sobie jak biskup Andrzej studiował na Lateranie czy w Rzymie. Zwróciłem się do niego z problemem słowami:,,Ojcze! Dostałem od biskupa obraz wielki, jak żagiel. Powiedział mi, że jak ja wrócę bez pobłogosławienia tego obrazu przez Ojca Świętego, to on mnie zabije. Oczywiście Ojciec chyba nie chce mnie mieć na sumieniu. To jak zrobimy?". Ojciec odparł:,,Tak się tego nie załatwia, no, ale dobrze - przyjedź". Na drugi dzień była audiencja, na której pojawiliśmy się wraz z naszym wielkim obrazem. To znaczy z obrazem... myśmy przyszli, a obrazu nie było! Dzwoniliśmy wtedy gdzie jest obraz i ktoś mi odpowiedział:,,My stoimy tu przy kolumnadzie na placu św. Piotra". Nie wiedziałem jednak, z której strony. Niestety nie potrafili mi tego opisać. Biegaliśmy więc po całym placu od kolumny do kolumny, a plac, jak wiadomo jest ogromny. W każdym razie znaleźliśmy się w końcu, przynieśliśmy obraz, przyszedł też Rysiu i przyniósł kielich z pateną. Teraz mieliśmy wejść do auli Pawła VI właśnie z tym obrazem i kielichem, ale trzeba było przejść przez bramki kontrolne, co okazało się problemem. Przechodząc przez barierki ciągle włączał się alarm. Każdy kto niósł obraz zdejmował części garderoby (paski, biżuterię, itp.) pomimo tego nadal pikało. Karabinierzy stwierdzili, że z tyłu do tego obrazu zamontowana na śrubki jest płyta i to właśnie ona powoduje włączanie alarmu. Gdy udało nam się wreszcie wejść do środka, transmisja "naszej" audiencji i naszego obrazu pokazywana była na cały świat. Mamy tę świadomość, że nasz obraz mogło oglądać wtedy mnóstwo ludzi w rożnych zakątkach świata. Kiedy do Ojca Świętego jako pierwszy podszedł z kielichem Ryszard Rynkowski - powiedział:,,Ojcze Święty! Oto kielich parafii Jezusa Miłosiernego. Prosimy o błogosławieństwo nie tylko tego kielicha, ale również parafii i wszystkich wiernych". Był bardzo przejęty. Ojciec Święty pobłogosławił kielich. Protokół dyplomatyczny jednak mówi, że Ojciec Święty jeżeli dotyka cokolwiek to znaczy, że przyjmuje dar. Dlatego tuż obok stoi kardynał diakon, który te dary odbiera. Jak Ojciec Święty dotknął kielicha kardynał chciał go odebrać, Ryszard wtedy odparł, że ten kielich nie jest darem. Kardynał odparł jedynie po włosku,,Si, si, si" i ciągnął kielich dalej w swoją stronę, wtedy Ryszard Rynkowski odpuścił. Ja stałem, jako piąty dlatego Rysiu podszedł do mnie i powiedział:,,Kielich! Zabrali mi go! Powiedziałem, że to jest nasz kielich i nie możemy go oddawać". Ryszard jednak tłumaczył, że języka włoskiego nie zna i nie ma jak go odebrać. Ja tymczasem uklęknąłem przed Ojcem i poprosiłem o błogosławieństwo dla budującej się parafii i dla obrazu, który został wystawiony z przodu. Był widoczny dla wszystkich. Tego dnia około 50 osób podeszło do papieża. Jedyne słowo, jakie skierował do mnie wtedy papież brzmiało:,,Dobrze!". Byłem tym urzeczony i sformułowałem sobie wtedy do tego słowa całą ideologię - "dobrze", że przyjechałem, "dobrze", że powstaje parafia, itd. Ojca Świętego podwieziono na koniec do obrazu, który osobiście pobłogosławił. Było to niesamowite przeżycie. Ale pamiętam, że Ojciec Święty był już tak słabiutki, że mówienie czegokolwiek stanowiło dla niego ogromny wysiłek. Naliczyliśmy 7 zdań, gdzie stwierdziliśmy, że tylko 3 pierwsze zrozumieliśmy, Ojciec nie miał po prostu siły już mówić. Po spotkaniu i audiencji poszliśmy do ojca Hejmo (Rysiu oczywiście cały w panice, że nie mamy kielicha) i wyjaśniliśmy całą sytuację. Wtedy właśnie ojciec złapał Rysia za rękaw i powiedział :,,No to chodź''. Zaprowadził go do stolika z licznymi darami i zapytał, który jest jego. Ryszard wziął nasz kielich i wrócił do nas. Gdy już odetchnęliśmy z ulgą, zaczęliśmy sobie żartować, pytając naszego muzyka, dlaczego nie wykorzystał okazji i nie wziął jakiegoś innego, może większego? W taki sposób po 40 minutach zmartwienie z utraty kielicha parafialnego zmieniło się w radość z odzyskania go. Obecnie ów kielich wraz z pateną używany bywa jedynie na tak zwane "specjalne okazje", na przykład podczas tegorocznego odpustu i kanonizacji, które odbędą się 27 kwietnia. Nasza parafia ma takie szczęście, że wszystkie uroczystości związane z Janem Pawłem II to jest odpust w niedzielę Miłosierdzia Bożego, śmierć, beatyfikacja czy kanonizacja są i będą dla nas zawsze największym świętem w parafii - świętem, kiedy otrzymujemy szczególne łaski od pana Boga (Jezusa Miłosiernego) i dla mnie osobiście jest to wezwanie do niesienia miłosierdzia i gdzie tylko mogę to o tym opowiadam, głoszę rekolekcje, jeżdżąc po Polsce i zagranicy oraz zapraszając stamtąd gości.
Na podstawie informacji z rozmowy z ks. kan. Wiesławem Pacakiem - proboszczem parafii Jezusa Miłosiernego w Brodnicy, którą przeprowadziły Weronika Pięta i Magdalena Kłyza - uczennice klasy 2b o profilu prawno-dziennikarskim III LO w Brodnicy
Brak komentarza, Twój może być pierwszy.
Dodaj komentarz