Wiadomości

Zamknij

Polowali i świętowali

CELINA NAŁĘCZ 10:42, 28.11.2013 Aktualizacja: 21:42, 13.10.2025
Skomentuj Polowali i świętowali FOTO NAŁ. Zbiórka w Grabinach przed polowaniem

Koło Łowieckie pracowników Ministerstwa Spraw Zagranicznych powstało 18 czerwca 1963 roku. W Warszawie w siedzibie MSZ zebrali się myśliwi i podjęli stosowną decyzję. Jednak pomysł zrodził się wcześniej, na Pojezierzu Brodnickim. To właśnie w leśnych duktach w okolicach Zbiczna zakochał się Adam Rapacki, minister spraw zagranicznych. I to w okolice Zbiczna przyjeżdżali jego przyjaciele, znajomi. To w zbicznieńskich lasach przy ognisku zrodził się pierwotny pomysł zawiązania koła łowieckiego. Wtedy przy narodzinach koła było 8 myśliwych, dziś jest 43.

Polowanie Nigdy jeszcze nie byłam na polowaniu, chciałam jednak w ten szczególny rocznicowy dzień dla myśliwych poczuć się jak jedna z nich. Ubrana więc ciepło i w barwach myśliwskich (zgodnie ze wskazówkami) uzbrojona w termos z herbatą (bez wkładki, pomimo takich rad) i dwa aparaty fotograficzne (zamiast broni) tuż po godzinie 7 rano czekałam pod szkołą w Zbicznie. Przyjechał po mnie jeden z członków koła Wiesław Nowak - radny gminy Zbiczno - samochodem terenowym, i pilotował mnie po lesie (ku mojemu przerażeniu, bo moje auto ma niskie zawieszenie) do miejsca docelowego - Grabin. Grabiny przywitały mnie zimnem, mgłą ale bardzo ciepłą atmosferą przyjeżdżających kolejno i witających się nawzajem myśliwych. Moje wyobrażenia o żądnych krwi mężczyznach zaczęły tonąć w tej mgle. Zwłaszcza że wśród nich pojawiły się też "Diany", czyli kobiety polujące. Najpierw była zbiórka. Poprowadził ją łowczy Roman Pytlasiński (obecny przewodniczący Rady Powiatu Brodnickiego), on tez czuwał na prawidłowością całego polowania tzw. szwedzkiego. Po komendzie "kolejno odlicz" okazało się, że myśliwych w Grabinach stawiło się 50. - 50 myśliwych na 50-lecie - podsumował Pytlasiński, za co otrzymał gromkie brawa, które echem rozniosły się po lesie. Myśliwi zostali podzieleni na dwie grupy. Po krótkiej modlitwie i błogosławieństwie udzielonym przez kapelana myśliwych i leśników ks. kan. Gabriela Aronowskiego, można było rozpocząć polowanie. Moim opiekunem został Wiesław Nowak - to właśnie z nim miałam... polować. Najpierw busem w las ruszyli w specjalnych widocznych kamizelkach tzw. naganiacze, a samochodami terenowymi myśliwi zostali rozwiezieni do ambon, które zostały im przydzielone drogą losowania. My też pojechaliśmy w las. - Gdybyście teraz mnie wysadzili z auta, to nie trafię do domu - orzekłam po dobrej półgodzinie jazdy leśnymi drogami, ale otrzymałam zapewnienie, że nie dadzą mi się zgubić. Docieramy do przyznanej nam ambony, na której miałam spędzić najbliższe 3 godziny. Zimno nie było, i - o dziwo - nudno też nie. Nasłuchiwanie, obserwowanie lasu okazało się być całkiem miłym wypoczynkiem. A rozmowa z myśliwym na temat łowiectwa i jego zasad całkiem pouczająca. W tle słychać było strzały z sąsiednich ambon. To, czy w naszym kierunku nadchodzi zwierzyna odczytywałam nie z dźwięków z lasu, a z mimiki twarzy mojego towarzysza polowania. Nagłe skupienie, głowa odwrócona w odpowiednim kierunku, nasłuchiwanie tak mocne, aż mrużył oczy - to był znak, że zbliża się zwierzyna. W końcu pochylał się do broni gotowy do strzału, a wtedy myślałam, że kiepski ze mnie myśliwy, bo nic nie słyszę i nie widzę. On miał rację, bo nagle pojawiło się stado danieli. Jednak były zbyt szybkie i skoczne, najprawdopodobniej przepłoszone strzałem prezesa Banku Spółdzielczego Józefa Mitury, który polował na sąsiedniej ambonie i oddał do nich strzał (celny, czego jeszcze wtedy nie wiedziałam). Trzy godziny na ambonie mijają szybko. W ostatnich chwilach podchodzi lis. Ja go nie widzę, myśliwy tak i oddaje strzał. Celny. Lis pada. Po polowaniu wsiadamy do samochodu terenowego z naszym lisem i ruszamy, by zebrać myśliwych i upolowaną zwierzynę. Okazuje się, że Józef Mitura trafił dużego jelenia. Gdy podjeżdżamy, właśnie jest patroszony. Naganiacze pomagają go wrzucić na pakę auta. Królem polowania okazuje się jednak z trochę dalszej ambony Paweł Mikulicz, który trafił trzy sztuki i już w lesie zbiera od kolegów gratulacje. Tę trzecią sztukę odnajduje pies myśliwski, a ja zostaję zaproszona przez mojego opiekuna, bym zobaczyła, jak wygląda patroszenie. - Jak wszystko, to wszystko - stwierdza rozbawiony. - To też trzeba zobaczyć. Widok wcale nie jest aż tak bardzo krwawy. Myśliwy bardzo ostrym nożem i sposobem robi to tak, ze wcale nie widać krwi. Wnętrzności zostają w lesie, dla... innej zwierzyny. My z upolowaną zwierzyną wracamy do Grabin, gdzie zostaje ułożony tzw. pokot. Jest na nim 5 jeleni, sarna, dzik i nasz lis. Dla każdego gatunku zostaje odegrany odpowiedni sygnał myśliwski. Po gorącej grochówce wyjeżdżamy z lasu. Jest po czternastej, a przed nami jeszcze dalsza część świętowania.

Świętowanie Tuż przed godz. 18 w restauracji Bosman pojawiają się myśliwi z żonami. Już nie w ubraniach na polowanie, a w odświętnych mundurach, w garniturach, a żony w wieczorowych kreacjach. Wśród gości pojawia się poseł Zbigniew Sosnowski, starosta Piotr Boiński, burmistrz Jabłonowa Tadeusz Fuks, Maciej Januszewski - prezes Okręgowej Rady łowieckiej w Toruniu, Kazimierz Kapuściński - prezes Kół Rejonu Brodnickiego "Kult św. Huberta", Dariusz Gnaciński - zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Brodnica oraz gość specjalny Grzegorz Russak - autor książki "Wielka kuchnia myśliwska". Podczas uroczystości zostaje wspomniana historia koła, a kronika udostępniona do wglądu. Zostają przyznane odznaczenia Polskiego Związku Łowiectwa, które otrzymują Roman Pytlasiński, Mirosław Brodziński, Kazimierz Jabłoński, Grzegorz Karolak, Kazimierz Morski, Jerzy Majchrzak. Wręczone też zostają odznaczenia Towarzystwa Łowiectwa i podziękowania koła. Głos zabierają goście, a gość specjalny składa autografy na swojej książce. Wszystkiemu przygrywa muzyką łowiecką zespół muzyki myśliwskiej Hubertus. Na koniec wszyscy zgromadzeni odśpiewują pieśń " Pojedziemy na łów". Kwintesencją wieczoru są myśliwskie potrawy. Pieczeń z dziczyzny z kaszą gryczaną, wykwintny tatar z jelenia, dzik pieczony o małym gwiździe, kociołek gulaszu z dziczyzny w delikatnym sosie ziołowym - to niektóre z nich. Podczas wieczoru można tez rozkoszować podniebienie kiełbasami i innymi wyrobami z dziczyzny. Po kolacji myśliwi z żonami ruszają do tańca, ja zmęczona do samochodu. - Pani redaktor już nas opuszcza? - żegnają mnie na parkingu myśliwi. - Szkoda. Czyżby polowanie tak zmęczyło? - Daleko mi jeszcze do Diany - odpowiadam odjeżdżając. A zabawa trwa do rana.

(CELINA NAŁĘCZ)
Dalszy ciąg materiału pod wideo ↓

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze

komentarze (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

🙂🤣😐🙄😮🙁😥😭
😠😡🤠👍👎❤️🔥💩 Zamknij

Użytkowniku, pamiętaj, że w Internecie nie jesteś anonimowy. Ponosisz odpowiedzialność za treści zamieszczane na portalu czasbrodnicy.pl. Dodanie opinii jest równoznaczne z akceptacją Regulaminu portalu. Jeśli zauważyłeś, że któraś opinia łamie prawo lub dobry obyczaj - powiadom nas [email protected] lub użyj przycisku Zgłoś komentarz

0%